Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krawiecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krawiecka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 września 2012

2.09.2012 - Krawiecka Art Pasaż - Kwintet Śląskich Kameralistów „ba...ROCKOWO”

Co by było gdyby... Gdyby mistrzowie z XVI czy XVII wieku zaaranżowali współczesne hity. 2 września na bytomskiej  ul. Krawieckiej, w imieniu Bacha, Chopina, Mozarta, efekt takiego mariażu zaprezentował Kwintet Śląskich Kameralistów

Od ostatniego występu KŚK na ul. Krawieckiej, także w ramach finału Krawiecka Art Pasaż, upłynął rok i 2 dni. Wówczas zagrali "Najpiękniejsze melodie żydowskie", tym razem koncert zatytułowano, tak jak ich debiutancką płytę, „ba...ROCKOWO”.



Zatrzymajmy się chwilę przy - na razie dosyć ubogiej - dyskografii zespołu. W 2009 r. Kwintet Śląskich Kameralistów - dzięki sponsoringowi firmy Macrologic SA - wydał, nakładem warszawskiej firmy fonograficznej Acte Préalable, swoją debiutancka płytę pt. "ba...ROCKOWO".  Znalazło się na niej 16 popowych i rockowych hitów (+ 2 bonusy) zaaranżowanych przez Dariusza Zbocha, lidera Kameralistów. Miesiąc temu zespół wyszedł ze studia, gdzie nagrywał płytę z muzyką żydowską. Obecnie szukają sponsora, który sfinansowałby wydanie tej płyty. Na razie można ją kupić na koncertach, w wersji demo na CDr (cena 10 zł). Kameraliście mają też już w planach trzecią płytę - będzie to druga część "ba...ROCKOWO". Na razie jest napisana, ale jeszcze nie nagrana.

Materiał m.in. z tej debiutanckiej płyty zaprezentowano w finałowym koncercie tegorocznej edycji Krawiecka Art Pasaż. Jak, na samym początku, zapowiedział Dariusz Zboch: "zagrają arcydzieła muzyki rockowej i popowej lat 60. i 70.", lat młodości członków, a przynajmniej - najstarszego w zespole - Zbocha. Prawie wszystkie zagrane przez nich utworów znajdują się na liście liście "500 utworów wszech czasów magazynu Rolling Stone" (pełna lista tutaj).

Na dobry początek Kwintet - w składzie Krzysztof Korzeń (kontrabas), Katarzyna Biedrowska (wiolonczela), Jarosław Marzec (altówka), Jakub Łysik (skrzypce wewnętrzne) i Dariusz Zboch (skrzypce zewnętrzne) - zagrał "Tightrope" z repertuaru Electric Light Orchestra. Później przeskoczył do lat 60. i zaprezentował "Can't Help Falling In Love" Króla Rock and Rolla, "Annę Marię" Czerwonych Gitar zagraną w formie lekkiej bossa novy i "Gyöngyhajú lány" (Dziewczyna o perłowych włosach) węgierskiej Omegi - jedynego zespołu zza "żelaznej kurtyny", który zrobił autentyczną karierę na Zachodzie. Ich "Dziewczyna o perłowych włosach", zapewne, zainteresowałaby Bacha, dlatego też zaaranżowano ją w formie preludium i fugi.     


Z Węgier, leżących wówczas w Drugim Świecie, przenieśliśmy się na Wyspy Brytyjskie, gdzie Freddie Mercury napisał w 1976 r. "Somebody to Love". Kwintet Śląskich Kameralistów wplótł w ten utwór także fragment innego hitu Queen - "We Will Rock You". Następnie ponownie pokuszono się o coś z polskiego podwórka - "Pod Papugami" napisane przez Bogusława Choińskiego i Jana Gałkowskiego. Utwór nagrany przez Czesława Niemena w 1963 r., a wydany dopiero 6 lat później na płycie "Czy mnie jeszcze pamiętasz?", zespół przerobił na chopinowski walc w stylu rosyjskim.

W 1971 r. The Doors wydali album "L.A. Woman", znalazł się na nim jeden z największych hitów grupy - "Riders on the Storm". Był to ostatni utwór nagrany przed śmiercią wokalisty Jima Morrisona. Na koncercie Kwintetu Ślaskich Kameralistów, rzecz jasna, nie mogło go zabraknąć. Podobnie, jak "Stairway to Heaven" Led Zeppelin, którego muzycy nie przypisali do konkretnego kompozytora, ale - jak zapowiedzieli - była i jesień średniowiecza, i warszawska jesień. Tuż przed rozpoczęciem "Schodów do nieba" zaczął bić kościelny dzwon, ot taki znak z góry.

Podobnie, jak "Stairway to Heaven", także i następne wybrane piosenki znalazły się na liście "The Rolling Stone 500 Greatest Songs of All Time" - "The House of the Rising Sun" The Animals na miejscu 122, "Eleanor Rigby" The Beatles na 137, "Tears in Heaven" Erica Claptona - 362, "Hit the Road Jack"  Percy'ego Mayfielda na 377.

"Dom Wschodzącego Słońca" to stara piosenka folkowa, nagrywana przez wielu artystów (m.in. Joan Beaz, Nina Simone i Bob Dylan), jednak to wersja Brytyjczyków z The Animals jest najbardziej znana. Jako, że to piosenka o... "bajzlu", to może Astor Piazzolla zechciałby ją wykorzystać, wszak tematyka obca mu nie była.

Gdy w 1966 r. The Beatles wydali singiel "Eleanor Rigby" (jednocześnie ukazała się także na albumie "Revolver"), wszyscy pytali Paula McCartneya o to kim jest Eleanor Rigby. Podobnie, jak Seweryna Krajewskiego z Czerwonych Gitar o to, kim była tytułowa Anna Maria (podobno prezenterka TVP Katowice, tak przynajmniej podejrzewa D. Zboch).

fot. K. Kadis,  http://www.bytom.pl/pl/10/1346626152/4
Jedynym reprezentantem lat 90. w secie śląskich Kameralistów była piosenka "Tears in Heaven", napisana w 1991 r. przez Erica Claptona. Jest to ballada powstała po tragicznej śmierci jego syna Conora, który wypadł z 53. piętra nowojorskiego wieżowca. Prawdopodobnie chętnie wziąłby się za ten utwór Mozart.
 
Po utworze Claptona, zagranym na mozartowską modłę, Kwintet Śląskich Kameralistów przypomniał piosenkę starszą o trzy dekady - "Hit the Road Jack". Następnie pokusił się o przebój Procol Harum - "A Whiter Shade of Pale" (37 miejsce na liście Rolling Stone Magazine), w Polsce znany pod tytułem "Bielszy odcień bieli". Jego główny motyw muzyczny utworu grany na organach Hammonda jest zainspirowany przez Arię na strunie G z III Suity Orkiestrowej D-Dur (BWV 1068) Jana Sebastiana Bacha - nie jest jednak dosłownym cytatem muzycznym. Słychać również odniesienie muzyczne do kantaty Wachet auf, ruft uns die Stimme (BWV 140) tego samego kompozytora. Do suity Bacha dołożyli Johanna Pachelbela z jego kanonem.

Na koniec zebrana publiczność usłyszała hołd dla rock and rolla, kochanego przez KŚK -  "Johnny B. Goode" Chucka Berry'ego z 1959 r. W ramach, zdaje się zaplanowanego, bisu zagrano "Ramaya" Afric Simone'a, piosenkę kojarzącą się Zbochowi z dzieciństwem. Gdy miał 6 lat, spędzał wakacje w środku lasu. Dookoła tylko drzewa, wagony (jak przystało na członka kolejarskiej rodziny) i nic do roboty. Ale był gramofon i 2 płyty. Jedna to Boney M., a druga wspomniany Africe Simone. Płyta Simone'a była tak "wysłuchana", że tam gdzie w refrenie było "Ramaya" igła przeskakiwała. Mając to w pamięci Zboch i spółka pokusili się o żart muzyczny na temat "Ramaya" w formie walca wojskowego. 

Po skończeniu publiczność była tak ukontentowana, że nagrodziła Kwintet minutowymi brawami.Na taką reakcję, kontrreakcja mogła być tylko jedna - ponowne wejście na scenę i zagranie kolejnego bisu, tym razem raczej nieplanowanego. Był nim "Kingdom" z drugiej, żydowskiej, płyty - piosenka śpiewana przez dzieci w przedszkolach żydowskich.   

Koncert zakończył się o 20:30.

 Setlista
  1. "Tightrope" Electric Light Orchestra
  2. "Can't Help Falling In Love" Elvis Presley 
  3. "Anna Maria" Czerwone Gitary
  4. "Gyöngyhajú lány" Omega
  5. "Somebody to Love" (+ "We Will Rock You ") Queen
  6. "Pod Papugami" Czesław Niemen
  7. "Riders on the Storm" The Doors
  8. "Stairway to Heaven" Led Zeppelin
  9. "The House of the Rising Sun" The Animals
  10. "Eleanor Rigby" The Beatles
  11. "Tears in Heaven" Eric Clapton
  12. "Hit the Road Jack"  Percy Mayfield 
  13. "A Whiter Shade of Pale" Procol Harum
  14. "Johnny B. Goode" Chuck Berry 
  15. bis: "Ramaya" Afric Simone.
  16. bis: "Kingdom"
Więcej zdjęć autorstwa Krzysztofa Kadisa można obejrzeć na http://www.bytom.pl/pl/10/1346626152/4.


wtorek, 7 sierpnia 2012

5.08.2012 - Krawiecka Art Pasaż: Arie kastratów - Bytom

W ostatnią niedzielę rozpoczęła się kolejna - już piąta - edycja Krawiecka Art Pasaż, cyklu letnich kameralnych koncertów na jednej z najstarszych i najkrótszych uliczek miasta, ulicy Krawieckiej, usytuowanej tuż przy Rynku. W niedzielę koncert, wyjątkowo, odbył się w klubie Stara Platforma, znajdującym się tuż przy Krawieckiej. Organizatorzy (Bytomskie Centrum Kultury) po wpływem prognoz pogody, nie chcąc ryzykować przymusowych, pośpiesznych przenosin, zawczasu zmienili lokalizację. Traf jednak chciał, że prognozy się nie sprawdziły i pogoda była iście tropikalna.



Koncertem inaugurującym Krawiecka Art Pasaż były Arie kastratów, w wykonaniu sopranistki Marzeny Lubaszki oraz akompaniującego jej na klawesynie Marcina Świątkiewicza. Słów kilka o artystach (na podstawie materiałów Beceku):
  • Marzena Lubaszka studiowała śpiew solowy we wrocławskiej Akademii Muzycznej oraz filologię włoską na Uniwersytecie Wrocławskim. Nagrała kilkanaście płyt CD, m.in. solowe motety w stylu neapolitańskim w ramach cyklu 1000 lat muzyki we Wrocławiu z zespołami Harmonologia i Concerto Palatino, dzieła Heinricha Schutza dla holenderskiej wytwórni Brillant Classics z włoskim zespołem Cappella Augustyna oraz muzykę polską XVIII i XIX wieku ze zbiorów Biblioteki Jasnogórskiej dla wytwórni Musicon. Szczególnie chętnie występuje w operach Händla i Vivaldiego. Wykonuje także pieśni romantyczne, muzykę oratoryjną oraz kompozycje współczesne. I na koniec mała ciekawostka:   w 2010 debiutowała jako modelka na Fashion Week w Paryżu.
  • Marcin Świątkiewicz jest młodym, wszechstronnym muzykiem. Jego zainteresowania koncentrują się wokół historycznych instrumentów klawiszowych, improwizacji i kompozycji. Swoje umiejętności rozwijał podczas studiów w Akademii Muzycznej w Katowicach i w Królewskim Konserwatorium w Hadze oraz w czasie kursów mistrzowskich. Jako solista, kameralista i członek orkiestr koncertuje regularnie w Europie i USA.
W klubie byliśmy ponad pół godziny przed 19, by uniknąć przymusowego stania z braku miejsca, bo trzeba wam wiedzieć, że wbrew pozorom koncerty te cieszą się sporym zainteresowaniem. Chyba nawet byliśmy pierwsi, nie licząc oczywiście ludzi z Beceku oraz Marcina Świątkiewicza strojącego instrument. Po znalezieniu dogodnego miejsca, zaczęły nadchodzić grupy ludzi, przeważnie w wieku +50, aczkolwiek dało się zauważyć także kilka osób, którym do okresu adolescencji było bliżej niż dalej.

Kilka minut po 19 na scenę wyszła Agnieszka Skowronek, rzeczniczka prasowa Beceku, i po kilku słowach wstępu (tutaj można posłuchać krótkiego nagrania) zapowiedziała duet Lubaszka-Świątkiewicz. Sopranistka  pojawiła się w krwistoczerwonej krótkiej sukience. Niektórym na widowni pewnie ciśnienie momentalnie podskoczyło, zwłaszcza że sukienka ta miała tendencję do odsłaniania miejsc, których wokalistka raczej nie chciałaby pokazywać publicznie.  

fot. Krzysztof Kadis (http://www.bytom.pl/pl/10/1344233947/4 )
 Bez zbytniego ociągania Lubaszka zaczęła śpiewać. Muszę przyznać, że spodziewałem się więcej "piszczenia", bo właśnie z tym kojarzą mi się kastraci. I pewnie nie jestem w tym myśleniu odosobniony. Po zaśpiewaniu kilku fragmentów Lubaszka usiadła obok sceny, a Świątkiewicz zaprezentował możliwości klawesynu. Szkoda, że dopiero później duet postanowił poopowiadać co nieco o wykonywanej właśnie muzyce, a także np. o budowie klawesynu - zanim mnie uświadomiono, myślałem że to pianino lub inny fortepian. I tak, kilka ciekawostek: 
  • arie kastratów są właściwie o niczym, przeważnie o stateczku płynącym po rzece, przychodzi burza, potem się uspokaja, a statek szczęśliwie dopływa do portu. Miały one na celu pokazanie niesamowitych możliwości technicznych śpiewaków (do najsłynniejszych należeli Farinelli i  Caffarelli),  
  • sami śpiewacy bardzo często, jeszcze jako dzieci, zostali oddawani przez swe biedne rodziny do specjalnych szkół, gdzie po wykastrowaniu, uczono ich śpiewu - wybijali się tylko nieliczni, góra 20%, reszta pracowała np. w podrzędnych chórach,
  • kastraci, przez współczesnych sobie, uważani byli za doskonałych kochanków. Oprócz swej rzekomej miłosnej maestrii, byli przede wszystkim bezpiecznymi kochankami. Oczywiście tylko pod względem ciąży, bo nie sądzę by nie imały się ich choroby weneryczne.
Duet Lubaszka- Świątkiewicz zaprezentował utwory Händla, Bacha i Vivaldiego (część na 100% jego autorstwa, część prawdopodobnie jego, eksperci nie są co do tego faktu zgodni).

Przyczepię się jeszcze - już prawie na koniec - do tego, jak w czasie mówienia prezentował się klawesynista. Zdecydowanie powinien przejść małe szkolenie: wtedy wiedziałby, że niezbyt dobrze brzmią przerywniku w stylu "yyy", eee", ale pal to licho, co druga gadająca głowa w telewizji tak mówi. Bardziej irytujące były ręce w kieszeniach. Jeśli szanuje się widza, a zakładam że tak było, to powinno się je wyjąć. Tylko, że wtedy powstaje problem: co z nimi zrobić. Tego to już dowiecie się, np. na warsztatach technik autoprezentacji. 

Wieczór, mimo iż nie jestem i raczej już nie zostanę fanem takiej muzyki, zaliczam do udanych. Warto czasem się przejść na coś całkiem "dziwnego", odmiennego od naszego gustu, chociażby po to, by móc stwierdzić, że szału to takie pianie nie robi. ;)

Na koniec kilka zdjęć wspomnianej wcześniej Agnieszki Skowronek (cały album na facebooku BECEKU):






Plakat tegorocznej edycji Krawiecka Art Pasaż. W przyszłym tygodniu trochę bardziej strawna muzyka - wieczór standardów jazzowych w wykonaniu Marty Król.