Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka klasyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka klasyczna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 lipca 2013

7.07.2013 - Muzyczny Bukiet Róż - Chorzów

Czasem człowiek wychodzi pospacerować po Parku Śląskim (dawniej Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku), i to nawet nie myśląc akurat o żadnym koncercie, a tu niespodzianka - zza drzew dobiegają miłe dla ucha dźwięki, dźwięki dęciaków, rzecz jasna. Cóż zrobić, trzeba było pójść i zobaczyć, co zacz.  

Okazało się, że muzyka dobiega z parkowego Rosarium. Akurat odbywał się tam drugi z koncertów Muzycznego Bukietu Róż, cyklu niedzielnych wakacyjnych koncertów, który zainaugurowano 30 czerwca. Mimo iż nie byłem na całym koncercie, postanowiłem napisać o nim kilka słów (a co! nikt mi nie zabroni).


W niedzielne, prawdziwie letnie, popołudnie, na scenie rozłożonej w chorzowskim ogrodzie różanym (największym w Polsce i jednym z największych w Europie), występowali uczniowie katowickiego Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych (obchodzącego w zeszłym roku swoje 75-lecie), a konkretnie Państwowej Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej II stopnia im. Karola Szymanowskiego. Co ważne, skupiono się zwłaszcza na instrumentach dętych, zarówno drewnianych (fagot, klarnet), jak i blaszanych.  

Zaprezentowano różny repertuar, i barokowy, i ten bliższy naszym czasom. Z tego nieco współcześniejszego, m.in. "Sonatinę na klarnet i fortepian" skomponowaną w 1936 r. przez Antoniego Szałowskiego. Z tego już całkiem współczesnego uczniowie katowickiego Muzyka zagrali muzykę filmową, i tę zagraniczną, i polską. Na pierwszy ogień poszedł utwór z "Gwiezdnych Wojen" (a dokładnie z filmu "Star Wars, Episode IV: A New Hope") skomponowany, podobnie jak i cały soundtrack, przez Johna Williamsa. Nie był to jednak najbardziej znany - główny - motyw, a "Cantina Band".

Następnie przyszła kolej na temat  z niezbyt już kojarzonego przez młodsze pokolenia programu, w którym główne role grały takie postaci, jak Kermit Żaba, Panna Piggy, Szwedzki kucharz, Gonzo czy stetryczali Statler i Waldorf. Tak jest, chodzi o "Muppet Show", brytyjsko-amerykański program telewizyjny emitowany w latach 1976-1981. Swoją drogą, pamiętacie w jakich latach program ten emitowała TVP?

Było i też coś dla fanów duńskiej serii "Olsen-banden", filmów o perypetiach Kjelda Jensena, Benny'ego Frandsena i oczywiście Egona Olsena, przywódcy gangu - temat skomponowany przez duńskiego pianistę i kompozytora Benta Fabriciusa-Bjerre (bardziej znanego jako Bent Fabric). Od premiery pierwszego filmu minęło już prawie 45 lat!



Nie mogło także zabraknąć akcentu z naszego kraju - polskiego Robin Hooda spod samiuśkich Tater, czyli Janosika. Co prawda konferansjer początkowo nie powiedział wprost o jaki film chodzi, jednak po jednej tylko podpowiedzi ("Tatry"), wszyscy wiedzieli już, co będzie grane. No może prawie wszyscy, bo z tyłu można było usłyszeć, jak ktoś mówi... "Czarne chmury". Po chwili zrobiono szybki konkurs, rzecz można, że seksistowski, bo tylko dla kobiet, w którym nagrodą była... możliwość zagrania na puzonie.

Autorem janosikowej muzyki jest jeden z pionierów powojennego jazzu w Polsce - Jerzy "Duduś" Matuszkiewicz, jazzowy saksofonista, który skomponował także muzykę do takich filmów, jak "Poszukiwany, poszukiwana" i "Jak rozpętałem drugą wojnę światową" czy seriali "Czterdziestolatek" i "Wojna domowa".

Polscy fani ska "Janosika" mogą kojarzyć z wykonania Las Melinas (utwór ten znalazł się na debiutanckim albumie grupy zatytułowanym "The Best of 2008-2011") oraz - to już wcześniejsze czasy - nieodżałowanego sosnowieckiego ska-jazzowego Black Gangu.


W dwóch ostatnich utworach męski kwintet (2 puzony + 2 trąbki) został wzbogacony o niewiastę grająca na puzonie. Potrafi dziewczyna zadąć!

Może i uczniowie katowickiej szkoły muzycznej są dobrzy (i bardzo dobrzy) technicznie - piję tutaj zwłaszcza do grających na drewnianych dęciakach - jednak jeszcze czegoś im brakuje, żeby można było odczuć prawdziwy groove. Chyba idealnie pasuje tu anegdotka, którą przytacza Louis Armstrong w swojej autobiografii "Moje życie w Nowym Orleanie" (wydanej w naszym kraju w 1974 r. przez Polskie Wydawnictwo Muzyczne i wznowionej 14 lat później). Książka jest już właściwie niedostępna, więc pozwolę sobie przytoczyć obszerny fragment tekstu Satchmo:

Muzycy czytający nuty, tak jak ci z zespołu Robechaux, uważali, że my, zespół Kida Ory, jesteśmy dobrzy, ale tylko razem. Pewnego razu ci mądrale mieli jakieś granie na pogrzebie, ale większość z nich była w dzień zajęta. Zaangażowali więc kilku chłopców z zespołu Kida Ory, w tym także i mnie. W dniu pogrzebu muzycy zebrali się w sali, skąd miał wyruszyć pochód do domu zmarłego. Kid Ory i ja zauważyliśmy, że ci zarozumialcy wyraźnie patrzą na nas z góry. Prawdopodobnie nie wydawaliśmy się im wystarczająco dobrzy, aby grać ich marsze.
Trąciłem Kida łokciem, pytając wzrokiem, czy to zauważył. On skinął potakująco głową.
Doszliśmy do domu zmarłego, grając marsze w średnim tempie. Graliśmy z nut, które nam dali, i to o wiele swobodniej od nich. Tamci jednak dalej się do nas nie odzywali. 
Wyniesiono trumnę z domu i ruszyliśmy w stronę cmentarza, grając wolne marsze żałobne. Na cmentarzu, gdy ciało złożono już do grobu i przebrzmiało tremolo werbla, orkiestra zaczęła grać marsza ragtime'owego, który wymagał swingowania. Ci starzy ramole zupełnie nie mogli sobie z tym poradzić. Wtedy my, chłopcy Kida Ory, przejęliśmy prowadzenie utworu i doprowadziliśmy go zwycięsko do końca.
Jak by nie było, mieliśmy to najlepsze ze wszystkich doświadczeń - swingowanie całym zespołem! Trzeba było słyszeć, jak to brzmiało!
"Second line" - ci obszarpani faceci chodzący na parady i pogrzeby, aby posłuchać muzyki, byli tak zachwyceni naszym graniem, że zmusili nas do bisowania. Coś takiego nieczęsto się zdarza na ulicznych paradach. 
Wkroczyliśmy do sali, swingując ostatni numer "Panama". Pamiętałem, jak Joe Oliver grał ostatni chorus w górnym rejestrze, więc wziąłem górę i sięgnąłem tamtych tonów. Wtedy tłum oszalał.
Po takim zakończeniu ci z początku tak nadęci muzycy od razu zmienili swój stosunek do nas. Poklepywali nas po plecach i nie odstępowali ani na krok. Później angażowali nas jeszcze wiele razy. Nic dziwnego, udowodniliśmy im przecież, że czytania nut może nauczyć się każdy muzyk, ale nie wszyscy potrafią swingować. To była dla nich dobra nauczka.    
Oczywiście nie imputuję uczniom Muzyka cech, którymi "odznaczali się" muzycy z zespołu Johna Robichaux, o nie! Mają jeszcze przed sobą sporo czasu, by nabrać doświadczenia i obycia ze sceną, wszak co z tego, że zdobywają pierwsze miejsca na konkursach i festiwalach (chociażby w Piotrkowie Trybunalskim), skoro nie potrafią tak naprawdę porwać tłumu? Do tego trzeba czegoś więcej niż doskonałej techniki grania i znajomości nut. Kto wie, może część z występujących w niedzielę w chorzowskim Rosarium, za kilka lat stanie się kolejną Vespą lub Las Melinas. Tego sobie, wam i polskiej scenie życzę.
A skoro już była mowa o Kidzie Ory, to posłuchajcie jego nagrań (wraz z Creole Jazz Bandem) z lat 1922-55. Ta muzyka nigdy się nie zestarzeje!

poniedziałek, 17 września 2012

2.09.2012 - Krawiecka Art Pasaż - Kwintet Śląskich Kameralistów „ba...ROCKOWO”

Co by było gdyby... Gdyby mistrzowie z XVI czy XVII wieku zaaranżowali współczesne hity. 2 września na bytomskiej  ul. Krawieckiej, w imieniu Bacha, Chopina, Mozarta, efekt takiego mariażu zaprezentował Kwintet Śląskich Kameralistów

Od ostatniego występu KŚK na ul. Krawieckiej, także w ramach finału Krawiecka Art Pasaż, upłynął rok i 2 dni. Wówczas zagrali "Najpiękniejsze melodie żydowskie", tym razem koncert zatytułowano, tak jak ich debiutancką płytę, „ba...ROCKOWO”.



Zatrzymajmy się chwilę przy - na razie dosyć ubogiej - dyskografii zespołu. W 2009 r. Kwintet Śląskich Kameralistów - dzięki sponsoringowi firmy Macrologic SA - wydał, nakładem warszawskiej firmy fonograficznej Acte Préalable, swoją debiutancka płytę pt. "ba...ROCKOWO".  Znalazło się na niej 16 popowych i rockowych hitów (+ 2 bonusy) zaaranżowanych przez Dariusza Zbocha, lidera Kameralistów. Miesiąc temu zespół wyszedł ze studia, gdzie nagrywał płytę z muzyką żydowską. Obecnie szukają sponsora, który sfinansowałby wydanie tej płyty. Na razie można ją kupić na koncertach, w wersji demo na CDr (cena 10 zł). Kameraliście mają też już w planach trzecią płytę - będzie to druga część "ba...ROCKOWO". Na razie jest napisana, ale jeszcze nie nagrana.

Materiał m.in. z tej debiutanckiej płyty zaprezentowano w finałowym koncercie tegorocznej edycji Krawiecka Art Pasaż. Jak, na samym początku, zapowiedział Dariusz Zboch: "zagrają arcydzieła muzyki rockowej i popowej lat 60. i 70.", lat młodości członków, a przynajmniej - najstarszego w zespole - Zbocha. Prawie wszystkie zagrane przez nich utworów znajdują się na liście liście "500 utworów wszech czasów magazynu Rolling Stone" (pełna lista tutaj).

Na dobry początek Kwintet - w składzie Krzysztof Korzeń (kontrabas), Katarzyna Biedrowska (wiolonczela), Jarosław Marzec (altówka), Jakub Łysik (skrzypce wewnętrzne) i Dariusz Zboch (skrzypce zewnętrzne) - zagrał "Tightrope" z repertuaru Electric Light Orchestra. Później przeskoczył do lat 60. i zaprezentował "Can't Help Falling In Love" Króla Rock and Rolla, "Annę Marię" Czerwonych Gitar zagraną w formie lekkiej bossa novy i "Gyöngyhajú lány" (Dziewczyna o perłowych włosach) węgierskiej Omegi - jedynego zespołu zza "żelaznej kurtyny", który zrobił autentyczną karierę na Zachodzie. Ich "Dziewczyna o perłowych włosach", zapewne, zainteresowałaby Bacha, dlatego też zaaranżowano ją w formie preludium i fugi.     


Z Węgier, leżących wówczas w Drugim Świecie, przenieśliśmy się na Wyspy Brytyjskie, gdzie Freddie Mercury napisał w 1976 r. "Somebody to Love". Kwintet Śląskich Kameralistów wplótł w ten utwór także fragment innego hitu Queen - "We Will Rock You". Następnie ponownie pokuszono się o coś z polskiego podwórka - "Pod Papugami" napisane przez Bogusława Choińskiego i Jana Gałkowskiego. Utwór nagrany przez Czesława Niemena w 1963 r., a wydany dopiero 6 lat później na płycie "Czy mnie jeszcze pamiętasz?", zespół przerobił na chopinowski walc w stylu rosyjskim.

W 1971 r. The Doors wydali album "L.A. Woman", znalazł się na nim jeden z największych hitów grupy - "Riders on the Storm". Był to ostatni utwór nagrany przed śmiercią wokalisty Jima Morrisona. Na koncercie Kwintetu Ślaskich Kameralistów, rzecz jasna, nie mogło go zabraknąć. Podobnie, jak "Stairway to Heaven" Led Zeppelin, którego muzycy nie przypisali do konkretnego kompozytora, ale - jak zapowiedzieli - była i jesień średniowiecza, i warszawska jesień. Tuż przed rozpoczęciem "Schodów do nieba" zaczął bić kościelny dzwon, ot taki znak z góry.

Podobnie, jak "Stairway to Heaven", także i następne wybrane piosenki znalazły się na liście "The Rolling Stone 500 Greatest Songs of All Time" - "The House of the Rising Sun" The Animals na miejscu 122, "Eleanor Rigby" The Beatles na 137, "Tears in Heaven" Erica Claptona - 362, "Hit the Road Jack"  Percy'ego Mayfielda na 377.

"Dom Wschodzącego Słońca" to stara piosenka folkowa, nagrywana przez wielu artystów (m.in. Joan Beaz, Nina Simone i Bob Dylan), jednak to wersja Brytyjczyków z The Animals jest najbardziej znana. Jako, że to piosenka o... "bajzlu", to może Astor Piazzolla zechciałby ją wykorzystać, wszak tematyka obca mu nie była.

Gdy w 1966 r. The Beatles wydali singiel "Eleanor Rigby" (jednocześnie ukazała się także na albumie "Revolver"), wszyscy pytali Paula McCartneya o to kim jest Eleanor Rigby. Podobnie, jak Seweryna Krajewskiego z Czerwonych Gitar o to, kim była tytułowa Anna Maria (podobno prezenterka TVP Katowice, tak przynajmniej podejrzewa D. Zboch).

fot. K. Kadis,  http://www.bytom.pl/pl/10/1346626152/4
Jedynym reprezentantem lat 90. w secie śląskich Kameralistów była piosenka "Tears in Heaven", napisana w 1991 r. przez Erica Claptona. Jest to ballada powstała po tragicznej śmierci jego syna Conora, który wypadł z 53. piętra nowojorskiego wieżowca. Prawdopodobnie chętnie wziąłby się za ten utwór Mozart.
 
Po utworze Claptona, zagranym na mozartowską modłę, Kwintet Śląskich Kameralistów przypomniał piosenkę starszą o trzy dekady - "Hit the Road Jack". Następnie pokusił się o przebój Procol Harum - "A Whiter Shade of Pale" (37 miejsce na liście Rolling Stone Magazine), w Polsce znany pod tytułem "Bielszy odcień bieli". Jego główny motyw muzyczny utworu grany na organach Hammonda jest zainspirowany przez Arię na strunie G z III Suity Orkiestrowej D-Dur (BWV 1068) Jana Sebastiana Bacha - nie jest jednak dosłownym cytatem muzycznym. Słychać również odniesienie muzyczne do kantaty Wachet auf, ruft uns die Stimme (BWV 140) tego samego kompozytora. Do suity Bacha dołożyli Johanna Pachelbela z jego kanonem.

Na koniec zebrana publiczność usłyszała hołd dla rock and rolla, kochanego przez KŚK -  "Johnny B. Goode" Chucka Berry'ego z 1959 r. W ramach, zdaje się zaplanowanego, bisu zagrano "Ramaya" Afric Simone'a, piosenkę kojarzącą się Zbochowi z dzieciństwem. Gdy miał 6 lat, spędzał wakacje w środku lasu. Dookoła tylko drzewa, wagony (jak przystało na członka kolejarskiej rodziny) i nic do roboty. Ale był gramofon i 2 płyty. Jedna to Boney M., a druga wspomniany Africe Simone. Płyta Simone'a była tak "wysłuchana", że tam gdzie w refrenie było "Ramaya" igła przeskakiwała. Mając to w pamięci Zboch i spółka pokusili się o żart muzyczny na temat "Ramaya" w formie walca wojskowego. 

Po skończeniu publiczność była tak ukontentowana, że nagrodziła Kwintet minutowymi brawami.Na taką reakcję, kontrreakcja mogła być tylko jedna - ponowne wejście na scenę i zagranie kolejnego bisu, tym razem raczej nieplanowanego. Był nim "Kingdom" z drugiej, żydowskiej, płyty - piosenka śpiewana przez dzieci w przedszkolach żydowskich.   

Koncert zakończył się o 20:30.

 Setlista
  1. "Tightrope" Electric Light Orchestra
  2. "Can't Help Falling In Love" Elvis Presley 
  3. "Anna Maria" Czerwone Gitary
  4. "Gyöngyhajú lány" Omega
  5. "Somebody to Love" (+ "We Will Rock You ") Queen
  6. "Pod Papugami" Czesław Niemen
  7. "Riders on the Storm" The Doors
  8. "Stairway to Heaven" Led Zeppelin
  9. "The House of the Rising Sun" The Animals
  10. "Eleanor Rigby" The Beatles
  11. "Tears in Heaven" Eric Clapton
  12. "Hit the Road Jack"  Percy Mayfield 
  13. "A Whiter Shade of Pale" Procol Harum
  14. "Johnny B. Goode" Chuck Berry 
  15. bis: "Ramaya" Afric Simone.
  16. bis: "Kingdom"
Więcej zdjęć autorstwa Krzysztofa Kadisa można obejrzeć na http://www.bytom.pl/pl/10/1346626152/4.