Pokazywanie postów oznaczonych etykietą early reggae. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą early reggae. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 stycznia 2015

Klawe chłopaki, które nie strzelają ślepakami. Od ReCovers do Soul Pistols, od Soul Pistols do...

Po długiej przerwie, spowodowanej m.in. przeprowadzką, brakiem internetu itd., pora na reaktywację bloga. Zapewne będzie mniej relacji z koncertów, rzadsze też będą wpisy, ale lepszy rydz niż nic, czyż nie?

Na początek wywiad! 


Zapraszamy do przeczytania wywiadu, a właściwie dwóch wywiadów z zespołem SOUL PISTOLS. Pierwszy wywiad przeprowadzono w czerwcu 2013 r. przy zbieraniu materiału do drugiego numeru świętej pamięci "RudeMaker Ska Zina". Na pytania odpowiadał wówczas Krzysiek (poza tym dotyczącym Skautów - na które odpowiedział Grzegorz). Druga część to wywiad przeprowadzony przez Jacka (aka Jst) z Grzegorzem Zacharewiczem. Wielkimi krokami zbliża się trzecia edycja Ostróda Ska Reggae STOMP, więc nie powinien dziwić temat rozmowy. Czytając oba wywiady możecie zobaczyć, jak potoczyły się losy zespołu, czy wyszło coś z zapowiedzi. Zapraszamy do czytania!

Zanim "narodził" się Soul Pistols, graliście jako ReCovers Band. Dlaczego zmieniliście nazwę? I dlaczego akurat na Soul Pistols (fascynacja soulem, może Sex Pistols)? I czy za zmianą nazwy, pójdzie też zmiana repertuaru?

To prawda. Nazwa ReCovers pojawiła się w momencie kiedy sami nie byliśmy pewni czy chcemy grać dla siebie i kilku kumpli, czy z tego projektu może wyjść coś więcej. Początkowo byliśmy nastawieni na zabicie nudy przez pogranie coverów za piwko i przy piwku, stąd wyraźne nawiązanie do tego faktu w pierwszej nazwie. Jednak w pewnym momencie poczuliśmy, że z tej kapeli może być coś więcej, coś autorskiego i świeżego. Postanowiliśmy więc zmienić nazwę na mniej "kojarzącą się". Nowa nazwa jest bardziej intrygująca. Co prawda nie kojarzy się jednoznacznie z reggae czy ska, ale soul bez wątpienia jest jednym z głównych korzeni, z których wyrosła muzyka jamajska. A pistolety – wiadomo, klawe z nas chłopaki, zabójczo przystojni, nie strzelamy ślepakami a tak poważnie, to niech każdy interpretuje jak mu pasi. Zmiana nazwy nie wpływa na dotychczasowy repertuar. Jednak czujemy, że wciąż się rozwijamy, a razem z nami kawałki, które gramy. Zaczynaliśmy grając piosenki w ich oryginalnych aranżach. Teraz coraz częściej bawimy się konwencją, zmieniamy aranżacje znanych hitów na reggae'owe, albo dopisujemy polski tekst do jamajskich szlagierów.


Soul Pistols to projekt stricte koncertowy, czy w planach (bliższych lub dalszych) macie wejście do studia?

Już weszliśmy do studia, pytanie tylko kiedy z niego wyjdziemy. Aktualnie wybraliśmy kilka numerów i nagrywamy do nich traki.

Będziecie grać tylko covery, czy także autorskie numery? Czy granie przez współczesne zespoły dość już wiekowych piosenek ma sens? Jaki? Czego to uczy? Co daje (przede wszystkim muzykom)?

Autorskie kawałki, które może z czasem się pojawią robić będziemy pod innym szyldem, jednak szeroko pojęta zabawa z coverami będzie kontynuowana. Czy granie coverow ma sens? Według nas tak, a ten sens różnie można odbierać. Możemy uznać to jako trybut dla wielkich Jamajców, albo szerzenie "ska-propagandy". W Olsztynie ludzie kojarzą i lubią piosenki, które gramy, a także ich autorów, to że mogą pobujać przy nich na żywo odbierają chyba jako sporą frajde. Z pewnością dla nas jako muzyków jest to sposób na podciągnięcie swoich umiejętności. Ja czuję, jak bardzo ja sam i razem jako zespół podciągnęliśmy się wokalnie.


Czy macie jakichś ulubionych jamajskich artystów lub okresy w muzyce jamajskiej?

Łączy nas ten sam nabożny stosunek do jamajskiego oldschoolu, do skinhead reggae, rocksteady i ska. Do artystów, na których wypisanie nie starczyłoby tego wywiadu. Poza tym każdy z nas ma jeszcze jakieś indywidualne ciągoty bliższe lub dalsze reggae, jednak oldschool jest na absolutnym topie.

Czy jest obecnie na Jamajce/świecie artysta (oczywiście, chodzi o kogoś z młodszego pokolenia), którego piosenki za 40 lat, będą brały na warsztat zespoły, takie jak Soul Pistols?

Jasne! W sumie to nawet czasem gramy fragment piosenki takiego zespołu – Aggrolites na przykład! Wielka sprawa, tak jak 2-tone odkurzył ska, tak Aggro odkopało skinhead reggae. Jest wiele świetnych zespołów, które grając ocierają się o klasykę. Ja uwielbiam The Upssessions, Los Granadians czy Red Soul Community.

Skąd w ogóle pomysł na granie takiej, a nie innej muzyki?

Nie rozumiem pytania, a co mielibyśmy grać? Rapsy? Przecież to najpiękniejsza muzyka z niezwykle szerokim spektrum przekazu od romansu do slackness, od krzyku o wolność i sprawiedliwość do pochwały dobrej zabawy na parkiecie. Większość z nas poznała tę muzykę dużo wcześniej i grała w innych ska, reggae kapelach. My po prostu nie mieliśmy innej możliwości niż grać BOSS SOUND. 

Co musiałoby się wydarzyć, by muzyka ska/rocksteady/early reggae, miała w Polsce taką pozycję, jak reggae (szeroko pojęte, z pominięciem rzecz jasna early/skinhead)?Historia polskiego roots reggae i różnych jego mieszanek z punk rockiem i innymi gatunkami sięga poprzedniego systemu politycznego, potem długo długo nic i wielki boom w 2005 r., kiedy to ukazały się debiutanckie albumy Vavamuffin, Jamala, Natural Dread Killaz. A w ska?

Nic. W Polskę nie uderzy nagle meteor, z którego wyjdzie super kapela, którą pokochają rzesze rodaków, a my wszyscy, słuchający dotąd tej muzyki będziemy chodzić w splendorze. Może niektórzy tak to widzą, mają na to nadzieję, ale nic takiego się nie stanie. To może oklepana gadka, ale kluczem jest edukacja, praca u podstaw, bez napinek. Ja wszystkie te komponenty widzę w scenie sound systemowej, która powoli w Polsce powstaje. Fire Corner w Olsztynie, Sweet and Dandy w Łodzi, Live Injection w Warszawie i inne imprezy w polskich miastach są kluczem. Puszczać dzieciakom Derricka Morgana z winyla, rozkochać je aż upomną się o jego koncert. Z grubsza właśnie tak to wyglądało, jeśli chodzi o polską scenę reggae do 2005. My nie powinniśmy ani płakać, ani się podpalać tylko robić swoje. 


Czym wy tam oddychacie na Warmii i Mazurach, że co i rusz coś się u was dzieje? Real Cool Sound, Husky, ReCovers Band / Soul Pistols, wcześniej Skauci, imprezy z cyklu Fire Corner, ostatnio Ska Reggae Stomp, a do tego Ostróda Reggae Festival. Tylko pozazdrościć.

Warmińsko-mazurskie sensi, zielone płuca Polski a poważnie to chyba Bóg rzucił w jedno miejsce pomiędzy Ostródę a Olsztyn kilka-kilkanaście osób, którym się chce robić ferment. Gdy zaczynały nigdy nie zakładały profitów i fejmu, a jednak coraz więcej ludzi dostrzega ich robotę. A my ciągle nie mówimy ostatniego słowa, to dopiero początek...

fot. Karolina Paziewska

No i na koniec pytanie o... Skautów. Czy to już zakończony rozdział, czy od czasu do czasu przy jakichś okazjach (takich jak styczniowy Ostróda Ska Reggae Stomp) będziecie reaktywować kapelę?

Tak chcieliśmy zamknąć Skautowy rozdział, żeby móc się skupić na Soul Pistols w takim stopniu, żeby mogło to ruszyć do przodu. Czas jednak pokazał, żeby nigdy nie mówić "nigdy". Jak będzie w przyszłości? Mamy tak dużo nowych pomysłów i pięknych kawałków do pokazania ludziom, że szkoda to marnować grając ludziom te same kawałki co 10 lat temu. Na szczęście polska ska publiczność dorasta i ma coraz bardziej świadomy gust, dzięki czemu jest coraz mniej "Mamoniowego" podejścia do tej muzyki i muzyki w ogóle. Chcielibyśmy żeby brzmienie starych kawałków z czarnych krążków było dla ludzi właśnie czymś nowym i odświeżającym.


Rozmawiamy przed 3. edycją ostródzkiego Ska Reggae STOMP. Skojarzenie tej imprezy z zespołem Soul Pistols jest oczywiste. Czy ktoś spoza zespołu także jest zaangażowany w organizację imprezy i czy jest to całkowicie autorski pomysł zespołu? Czy może konkretnie kogoś z członków?

Oprócz mnie i basisty Soul Pistols - Marka Ignatjuka, imprezę współorganizuje też Bartek Kucharski aka DJ Husky. Od pierwszej edycji bardzo nam pomagał ogarniając scenę DJ-ską. Dzięki doświadczeniu przy organizacji cyklu Fire Corner czy współtworzeniu audycji Reggae Front w UWM FM wyrobił się na konkretnego zawodnika i chwała mu za to!

STOMP jest jedyną tak tematycznie ukierunkowaną imprezą w Polsce. Jest już, mam nadzieję, stałym punktem w waszych corocznych planach?

Pierwszy STOMP wyszedł spontanicznie. Chcieliśmy zrobić koncert zespołowi The Bartenders, a wyszło to co wyszło. Impreza przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Na drugiej edycji, oprócz lokalsów, pojawiło się jeszcze więcej osób z całej Polski. O ile frekwencja z roku na rok będzie wzrastać - STOMP będzie grał dalej.

fot. Luc Chives (fotoślad.pl)

Póki co stawiacie na krajowy skład imprezy, ale może w przyszłości, wzorem imprez niemieckich, poszerzycie skład o jakąś zagraniczną gwiazdę? I czy w ogóle wybiegacie myślami do kolejnych edycji imprezy?

No właśnie potrzebujemy młodej krwi wśród zespołów ska reggae w Polsce, bo inaczej na kolejne edycje headlinerzy przyjeżdżać będą zza granicy. ;) Pojawiają się już takie opcje na ewentualne kolejne edycje, ale wszystko rozbija się o frekwencję i czy impreza finansowo się zamknie. Wszystko jest organizowane przez naszą trójkę i opiera się na biletach. Nie otrzymujemy niestety żadnych dotacji od miasta. Tak więc kolejne edycje zależą tylko od Was wszystkich, którzy na nich się zjawią.

Jak kształtowała się frekwencja w Barze u Zdzicha podczas pierwszej i drugiej edycji?

Frekwencja oscylowała w okolicach 500 osób.

Wracając do samego zespołu, czy po sukcesie jakim bez wątpienia była piosenka "Pod choinkę", doczekamy się kolejnych produkcji rodem z JamLab studio?

"Pod choinkę" było pieczołowicie zaplanowanym przedświątecznym spontanem hehehe. Miało być symbolicznie - taki 'kawałek na święta' a wyszło bardzo fajnie. Jeśli chodzi o inne produkcje - zaczęliśmy nagrywać materiał na nasz coverowy album Soul Pistols, ale rozjechało się to w czasie. Materiał zamierzamy na pewno ukończyć. Kiedy? Nigdy nie pytaj zespołu "kiedy wyjdzie płyta", dopóki materiał się nie tłoczy na nośniku, a na okładkach schnie farba.



A samo studio na olsztyńskiej Nagórkach to inicjatywa i prywatny zakątek Grzegorza?

Tak jest to mój mały azyl. Zaadaptowałem akustycznie niewielkie pomieszczenia. Zniosłem trochę uzbieranego sprzętu, żeby nie tłuc się więcej po salkach prób i żeby móc w spokoju płodzić muzyczne pomysły czy grać próby. Jest zabawa.

Samo zebranie się na probe zespołu jest dla Was problemem? Pytam dlatego, że Krzysiek, wokalista mieszka teraz w Warszawie, Grzegorz i Marcin w Olsztynie, a bracia Maciej i Marek w Ostródzie...

Tak, jesteśmy trochę porozjeżdżani. Próby gramy głównie przed koncertami. Nie mamy takiego luksusu, żeby móc spotykać się choćby raz w tygodniu. Tak, Krzysiek siedzi w Warszawie, a tu na linii oln-ostr sprawa często się zmienia.

Próby odbywają się na Nagórkach?

Tak, gramy na Nagórkach albo w Ostródzie.

Plany koncertowe oprócz STOMPa już jakieś są?

I tutaj małe zaskoczenie, bo tegoroczny STOMP będzie ostatnią imprezą, którą zagramy z Soul Pistols. Osoby z zespołu mają różne inne zajęcia i plany. Do tej pory udawało się to wszystko godzić i czasem gdzieś zagrać, ale ostatecznie nie chcemy się bawić w ciągłe wymienianie muzyków i reanimowanie tego projektu. W Soul Pistols muzyka kleiła się tak dobrze właśnie dlatego, że żaden z nas nie był z łapanki, ogłoszeń czy innych castingów. Znaliśmy się od dawna tak samo jak od dawna znaliśmy i uwielbialiśmy muzykę, którą gramy. Nie oznacza to, że nie będziemy w ogóle grać. Przynajmniej ja bez tego nie wyobrażam sobie życia.

Po stracie Molotova, imprezy w Olsztynie koncentrują się teraz w Andergrancie i Carpenterze. Jak to wszystko się układa? Kluby spełniają swoje role? Jak wygląda to z Waszej perspektywy, bo przecież grywacie i w jednym i drugim klubie?

Tak, Molotov był specyficzną knajpą. Bez wątpienia ożywiał koncertowo Olsztyn. Klub Nowy Andergrant jest dobry na duże koncerty na kilkaset osób. Ma zaplecze i porządne nagłośnienie. Carpenter Inn na starówce fajnie się sprawdza przy klubowych imprezach dj'skich (m.in Fire Corner) czy niewielkich kameralnych koncertach. Pojawiło się też fajne, muzyczne miejsce na średniej wielkości koncerty - Klub Amnezja. Zespoły szukające miejsca na koncerty tu w Olsztynie mogą śmiało uderzać do tych miejsc.

Kilka słów od zespołu do czytelników?

*Słuchajcie dobrej muzy.*
*Chodźcie na koncerty.*
*Zakładajcie zespoły.*
*Zbierajcie vinylowe płyty!*

poniedziałek, 17 lutego 2014

The Offenders w Polsce!

The Offenders został założony w 2005 r. we Włoszech przez Valerio, wokalistę, gitarzystę oraz autora tekstów. Od 2009 r. zespół stacjonuje w Berlinie. Muzyka, którą grają to fuzja różnych gatunków od 2-tone ska, przez rocksteady i early reggae, po rockabilly i mod79. Przez cały okres swojej działalności The Offenders koncertował w takich krajach jak: Austria, Francja, Czechy, Słowacja, Serbia, Chorwacja, Węgry, Szwecja, Dania, Wielka Brytania, Hiszpania i wiele innych, ma również na koncie trasę po Chinach oraz koncerty na największych ska festiwalach, takich jak This is Ska, Force Attack, Mighty Sounds, Rudeboys Unity czy Dynamite.

Jednym z największych hitów The Offenders był "Hooligan Reggae", który znalazł się na ich debiutanckim albumie (wydanym w 2007 r. przez mały niemiecki label Conehead Records). Sukces tej płyty zaowocował pierwszą trasą po Niemczech, a później także podpisaniem kontraktu z Grover Records, jedną z najbardziej znanych na świecie wytwórni ska. W 2009 r., po sesji nagraniowej do "Action Reaction", Valerio i perkusista Francesco "Checco" Mirabelli przenieśli się do Berlina. Tam do zespołu dołącza Alexander Paulsen aka Captain Elysium (organy Hammond / keyboard). W tym samym czasie The Offenders coraz częściej 2tone ska miksuje z punk77/power popem, i tak jest do tej pory. 



W 2011 r. nakładem Black Butcher Records ukazuje się trzeci album "Shots, Screams & Broken Dreams", a rok później - tym razem dzięki Destiny Records - "Lucky Enough To Live". Zespół ma także na koncie kilka epek i singli. Ostatni singiel, "Berlin Will Resist (Riot 87 In SO36)" promuje piąty album w dorobku The Offenders. "Generation Nowhere", bo o nim mowa, miał premierę 17 stycznia tego roku (ukazał się na CD i limitowanym białym LP). Tę ostatnią płytę promuje trasa "Ska Rockers - Live & Loud", w czasie której zespół zagra w Niemczech, Austrii, Grecji, Francji, Rosji, Czechach oraz Polsce.
 
W kwietniu, dzięki agencji Piranha Booking & Promotion, zespół po raz pierwszy zawita do naszego kraju, zagra tu dwa koncerty. Pierwszy w toruńskim klubie Dwa Światy w ramach 9. edycji imprezy Toruń-SKA potańcówka. Publiczność rozgrzeje CT-Tones.


Prosto z Torunia Offendersi pojadą do Poznania, gdzie zagrają na 6. edycji minifestiwalu Reaktor. Oprócz nich zagra 5 kapel reprezentujących różne nurty punk rocka. Poniżej plakaty obu gigów:



 

  

Jeśli mnie pamięć nie myli, swoją przygodę z The Offenders zacząłem od albumu "Shots, Screams & Broken Dreams". Po pierwszych przesłuchaniach płyta niezbyt przypadła mi do gustu, ale jeszcze nie spisałem jej na straty. I bardzo dobrze, bo z czasem po wielokrotnym gruntownym przesłuchaniu (na słuchawkach!) zostałem jej fanem, do teraz od czasu do czasu lubię sobie zanucić "Walk of Shame" lub "Never Welcome". Pewnie podobnie będzie z najnowszym wydawnictwem zespołu.

Bilety na busa kupione, więc pozostaje odliczać dni do wizyty w piernikowym mieście! No i wreszcie zobaczę na żywo CT-Tones. Pewnie niezbyt szybko powtórzy się taka okazja. Już teraz wiem, że to będzie zacny wyjazd. 






sobota, 28 grudnia 2013

11.12.2013 - Smooth Beans - Łódź

Hiszpańskie kapele grające muzykę jamajską nieczęsto zapuszczają się w dzikie rejony zwane Polską, ba! bodajże od 2009 r. kiedy to dwa koncerty zagrała Alamedadosoulna, w naszym kraju - jeśli się nie mylę - nie było żadnego przedstawiciela Hiszpanii. Aż do tego miesiąca.

W grudniu bowiem nasz kraj odwiedził zespół Smooth Beans, będący akurat w swojej pierwszej europejskiej trasie. Trasa ta rozpoczęła się 4 grudnia w niemieckim Köln, a zakończyła 14 grudnia w Erfurcie. W międzyczasie Smooth Beans zagrał także w Belgii (Bruksela), Francji (Dijon), Lipsku i kilku innych niemieckich miastach oraz, rzecz jasna, w Polsce - 11 grudnia w Łodzi, a dzień później w warmińsko-mazurskim Kingston.





Miałem niewątpliwą przyjemność być na ich koncercie organizowanym przez Hot Shot Wear w łódzkiej Klubokawiarni Granda, tak więc poniżej kilka refleksji na ten temat.

  Łódź 

Ale najpierw garść informacji o bohaterach tej notki. Zespół Smooth Beans został założony w marcu 2008 r. w Santander, stolicy wspólnoty autonomicznej Kantabria. Rok później wygrali lokalny konkurs Certamen de Música Joven de Cantabria, z którego nagrodę przeznaczyli na pierwsze nagrania. W 2010 r., dzięki wytwórni Liquidator Music, ukazał się singiel "Cantabria’s Finest", a później poszło jak z płatka. W 2011 r. wydano debiutancki album "At Low Fyah!", w 2012 r. następny - "Keep Talking", a w listopadzie tego roku drugą siódemkę ("Sing, Flip And Twist"). Trasa po Europie promowała wydanie "Keep Talking", a przy okazji była formą obchodów 5-lecia kapeli.

Przyznać muszę, że Hiszpania to istne zagłębie świetnych zespołów grających muzykę jamajską, przede wszystkim różne odmiany reggae i rocksteady, ale też ska. Jeśli nie wierzycie to posłuchajcie chociażby The Kinky Coo Coo’s, Hypocondriacs, The Malarians, The Oldians, Transilvanians czy Tasty Grooves. W ten nurt wpisuje się także Smooth Beans grające rocksteady i early reggae (a czasem także ska).

Początkowo do Łodzi mała reprezentacja Brudnego Południa miała jechać ulubionym środkiem transportu miłośników taniego jeżdżenia (wiadomo, kryptoreklama Polskiego Busa), jednak niemalże w ostatniej chwili pojawiła się opcja samochodowa, więc jednak wygoda wygrała z ceną. Do Grandy, mimo stracenia ponad godziny w katowickich korkach, dotarliśmy na czas, a nawet przed czasem, bo zespół akurat wnosił sprzęt. Chcąc nie chcąc miałem okazję przysłuchać się próbom zespołu. Był to idealny aperitif pobudzający apetyt.

Czekając na koncert i jeszcze bardziej zaostrzając apetyt, czym prędzej trzeba było udać się do baru. I tu zaskoczenie, jakże miłe. Granda, będąca malutkim klubikiem, miała bardzo duży wybór piw, i to nie byle jakich - poczynając od Luzaka i Twierdzowego, przez Corneliusy, po Pinty. Minusem (dla kogoś pewnie będzie to wielki plus) jest jedzenie w Grandzie - jak chwalą się właściciele - w 100% wegańskie, fairtrade'owe.   

Smooth Beans jeszcze w "cywilnych" ubraniach:

fot. Mariusz Stasiak
fot. Mariusz Stasiak
fot. Mariusz Stasiak
fot. Mariusz Stasiak

Trochę niepokoiłem się o frekwencję na tym koncercie, zwłaszcza po zobaczeniu tych kilku osób po wejściu do klubu. Wszyscy wiemy, jak to bywa z koncertami w środku tygodnia. Na szczęście powoli, ale systematycznie, pojawiały się nowe twarze - oprócz łodzian, także przyjezdni, zarówno osoby z rejonów Polski odległych od Łodzi (vide Dolny i Górny Śląsk, Warszawa), jak i - sądząc po aparycji i języku - Hiszpanie z Erasmusa lub innego programu wymiany studenckiej, czasowo rezydujący w Łodzi. W końcu niewielki parkiet Grandy był zapełniony, aczkolwiek nie na tyle, by nie można było się ruszyć bez potrącania wszystkich wokół. Krótko mówiąc: było w sam raz.

A sam koncert? Chyba od czasu The Caroloregians i The Ratazanas nie byłem na tak dobrym koncercie w klimacie early reggae / rocksteady, wielkim plusem Hiszpanów jest to, że grają tę muzykę po swojemu, nie są kopią The Aggrolites (swego czasu, co druga kapela chciała grać, jak Amerykanie). Smooth Beans zagrali materiał z obu albumów, m.in. "Our Train", "Numbers Without Face", "Don't Let It Go", "Still Rolling", "All Power To The People", a także "Sing, Flip & Twist" z najnowszego singla, no i covery. Wśród tych ostatnich "Boogie in my Bones" Laurela Aitkena oraz "Ne-Ne Na-Na Na-Na Nu-Nu" Bad Manners. Jednak czegoś, skoro już jesteśmy przy cudzych kompozycjach, zabrakło - "Bankrobbera" z kompilacji "The Clash Goes Jamaican". Przyznać muszę, że jako wielki fan tego wydawnictwa (w Polsce do kupienia w Jimmy Jazz Records), bardzo chciałem - a sądząc po okrzykach, osób takich było więcej - usłyszeć ten utwór na żywo. Cóż, pozostaje nagranie studyjne.  



Smooth Beans brzmieli wręcz idealnie, prawie jakby słuchało się płyty. Czy było to zaletą, czy wręcz przeciwnie - tak naprawdę trudno określić, musiałbym usłyszeć, jak zespół radzi sobie chociażby na scenie dużego festiwalu. Czy zawsze są w tak dobrej dyspozycji, czy może zdarzają im się także słabsze występy.

Na osobną wzmiankę zasługują dwa członkowie Smooth Beans - wokalista Rudy King, grający na gitarze oraz puzonie i klawiszowiec Alfonso Alonso. Ten pierwszy za jego ruchy sceniczne, te ruchy bioder à la James Brown (płci pięknej na pewno zrobiło się gorąco!). Drugi natomiast za to, co wyczyniał na swoim instrumencie, a wszystko to z nieco arogancką, wyniosłą miną. Jeśli jeszcze z rok czy 2 lata temu byłem wielkim entuzjastą instrumentów dętych, to teraz powoli staję się coraz większym fanem klawiszy - i to nieważne czy będą to organy Hammonda, czy keyboard Yamahy.   

fot. Japko
fot. Japko
fot. Japko
fot. Japko
fot. Japko
fot. Japko
fot. Japko
fot. Japko
fot. Japko
fot. Japko
Co ciekawe, w czasie koncertu można było usłyszeć pewne nader kontrowersyjne hasła, ot choćby "Smoleńsk, kurwa!". Ale o co konkretnie chodziło i jaki ma to związek z enigmatyczną "Reggae Prawicą" to już... kto ma wiedzieć ten wie. ;) Koncert ten, o czym warto wspomnieć, był pierwszą od kilka lat okazją spotkania całej redakcji RudeMaker.pl (poprzednia okazja to, zdaje się, koncert The Aggrolites we Wrocławiu; oby na następne spotkanie nie trzeba było czekać kilku lat). 

Po zakończeniu przez Hiszpanów setu i zagraniu bisów (jak zwykle pozostał spory niedosyt) muzykę zaczął serwować Japko (1/2 Hot Shot Sound). Przy hitach, m.in. Alibabek, wreszcie można było zrobić zakupy, a ceny Smooth Beans mieli wręcz wyborne (40 zł za LP). 

fot. Mariusz Stasiak
fot. Mariusz Stasiak
fot. Mariusz Stasiak
Już przed klubem uskuteczniona została mała dyskusja z pewnym bywalcem wielu zagranicznych gigów o koncertach, a właściwie after party na imprezach ska/sh reggae w Wiedniu (poniekąd także w Pradze). Jak to jest - zastanawialiśmy się - że w Wiedniu parkiet jest pełny, nawet gdy impreza jest w środku tygodnia, a w Polsce często nawet w weekend zieje pustkami. Czyżby inna mentalność publiki? A może to wina organizatorów? Ktoś zna odpowiedź?

Zdjęcia niejakiego Księgowego Filiniego:


















Była to moja trzecia koncertowa wizyta w Łodzi, ale pierwsza niepunkowa (wcześniejsze to Wunder Wave w Dekompresji). To, że przyjadę na kolejny gig organizowany przez Hot Shot Wear to tylko kwestia czasu. Zdecydowanie!

Kilka filmików z Grandy, może oddadzą chociaż znikomy procent energii płynącej ze sceny. Może.






A na koniec dwa wywiady, jeden przeprowadzony przez Hot Shot Wear (organizatora łódzkiego koncertu) >>KLIK<<, a drugi - przed olsztyńskim koncertem - przez Magdę Miszewską z radia UWM FM.


Relację można można przeczytać także na

wtorek, 24 grudnia 2013

Polskie reggae i ska na święta

A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają, napisał ponad cztery wieki temu niejaki Mikołaj Rej. Jednak nie tylko język, ale także swoją wizję reggae, ska czy dubu mają Polacy.

W tekście "Świąteczne reggae i ska" pisałem o świątecznych piosenkach w jamajskich rytmach, wspominałem zarówno o legendach - także tych żywych - pokroju The Skatalites, Judge Dread czy Bad Manners, jak i ich młodszych kolegach i koleżankach po fachu (chociażby o The Pepper Pots i The Penguins). Byli przedstawiciele Stanów Zjednoczonych, Hiszpanii, Włoch, Niemiec, nawet Wenezueli, zabrakło jednakże reprezentantów Polski. Pora więc nadrobić to (celowe) uchybienie, wszak trochę świątecznej muzyki Polacy nagrali. Niestety o ile reggae jest całkiem sporo, to świąteczne polskie ska właściwie nie istnieje.

Zacznijmy od pozycji najświeższej i - moim skromnym zdaniem - najlepszej o szeroko pojętej tematyce świątecznej jaka do tej pory powstała w historii jamajskiej muzyki w naszym kraju. Chodzi, rzecz jasna, o utwór "Pod choinkę" Soul Pistols.


Soul Pistols (początkowo występujący pod nazwą ReCovers), gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, to olsztyński 5-osobowy band, który łączy "ten sam nabożny stosunek do jamajskiego oldschoolu, do skinhead reggae, rocksteady i ska". Zaczynali - jak powiedział pewnemu zinowi Krzysiek, wokalista - grając piosenki w ich oryginalnych aranżach, teraz coraz częściej bawią się konwencją, zmieniają aranżacje znanych hitów na reggae'owe, albo dopisują polski tekst do jamajskich szlagierów. 



Fragment tekstu "Pod choinkę", niechaj wasi sąsiedzi usłyszą ten hit i wbiją sobie do głów, że Święta = Soul Pistols, a nie George Michael i jego koleżka z Wham!
chociaż śniegu jeszcze brak, a już dosyć mam tych świąt
chciałbym z tobą uciec gdzieś daleko stąd
od tygodni pytasz mnie, co od ciebie dostać chcę
lecz kochanie żaden prezent nie zastąpi cię


wypatrując pierwszej z gwiazd, czemu w niebo gapię się
skoro stoisz tu tak blisko i obejmujesz mnie
więc gdy pytasz, co mi dać
setny raz odpowiem ci,
chcę od ciebie więcej ciebie,
więcej SKA i więcej reggae 


więcej ciebie
więcej reggae
więcej ciebie
więcej reggae
Z województwa warmińsko-mazurskiego przenieśmy się do Warszawy, a konkretnie do dzielnicy Jelonki. To właśnie tam, na warsztatach terapii zajęciowej, powstał zespół November Project. W mediach głównego nurtu (vide TVN, TVP 1) zwrócono na nich uwagę przede wszystkim ze względu na integracyjny charakter kapeli, jednak ważna jest tu głównie muzyka, bardzo dobra muzyka! Sam zespół mówi o niej "dziarskie regie", jednak oprócz reggae znajdzie się tutaj i ska, wystarczy posłuchać debiutanckiego albumu pt. Rastaferajna". Świąteczną propozycją November Project jest ubiegłoroczny singiel "Pastoregałka".



wesołych świąt
magią świąt pachnie tutaj każdy kąt
i każdy czuje, że zbliża się właśnie to
co sprawia, że wszyscy razem być chcą
na co czekamy grzecznie niemal przez cały rok 
pani choinka ze śmiechu trzęsie się
prezenty wkoło wesoło rechoczą
stary renifer znowu pozwolił na głowę sobie wejść
niesfornym bałwanom
Kilka lat temu w sieci pojawił się świąteczno-zimowy utwór Jamajskich Słowików, jednorazowego (zdaje się, że słuch o nim potem zaginął) projektu Piotra "Mista Pity" Zabrodzkiego (znanego z Cinq G czy Bandy Tre) i Tomka "Radikal Irie" Koncy (Cinq G, Transmisja). Ważne, że ten efemeryczny projekt pozostawił po sobie "Za oknami prószy śnieżek".



Nieco odleglejsze czasy to kaseta (ukazała się także płyta) pt. "...reggae'owych świąt", wydana w 1999 r. przez W Moich Oczach (obecnie Manufaktura Legenda). Tak o tej składance, nagranej poza jednym utworem w studio Radia Łódź w październiku 1999 r., pisał zin "Arlekin":

Z kolędami próbowano już wszystkiego. Przerabiano je na jazzowo, operowo, country'owo, punkowe, dyskotekowe itd. Najczęściej te eksperymenty szkodziły starym pieśniom niszcząc ich mistyczny /a tak!/ klimat. Może dlatego, że są one przeznaczone do domowego śpiewania. Tymczasem płytka "...reggae'owych Świąt!" okazuje się wyjątkiem od reguły. Może nie do końca, ale fakt faktem, że rytmy reggae potrafią dobrze współbrzmieć z czymś, co w końcu mieszka w całkiem innej kulturze. A przecież nie tylko kolędy są na tej płycie. Wydawnictwo jest dziełem kapel RAGGATTACK i JAFIA NAMUEL. Są też zaproszeni goście. Z utworów najlepiej wypadają "White Christmas" i "Hallelujah" /JAFIA NAMUEL/. Pierwszy mógłby być ozdobą wielu grudniowych list przebojów, drugi to kawałek kapitalnego, powolnego transu. Tyle, że to nie są kolędy... Z tych ostatnich najlepsze to "Oj, maluśki, maluśki"/RAGGATTACK i A. Krzywy/ oraz "Przybieżeli do Betlejem"/RAGGATTACK i Jarex/. W obu utworach widać szacunek do tradycji przejawiający się w dyskrecji z jaką podłączono do starych tytułów nowe rytmy. Największą wpadką jest "Wśród nocnej ciszy" /TRANSMISJA/. Ponury wokal i hałaśliwe rytmy calypso - Przekaźniki nawet nie próbowały zrozumieć tej pięknej, austriackiej kolędy. "Last Christmas" /RAGGATTACK/jest ciekawym eksperymentem formalnym, dowodzącym, że są w Polsce ludzie, którzy potrafią robić oryginalne covery. Ale to chyba nie na tę płytę... Cóż, pierwsze koty na pewno nie za płoty, ale mam nadzieję, że na przyszłe święta wydawnictwo "W MOICH OCZACH" przygotuje coś bardziej konserwatywnego. W dobrym tego słowa znaczeniu.
Jak wspomniano w powyższej recenzji, "...reggae'owych świąt" jest dziełem nieistniejącego już Raggattacku oraz reaktywowanego w 2006 r. zespołu Jafia Namuel. Wśród zaproszonych gości znaleźli się Jarek "Jarex" Kowalczyk (frontman Bakshishu i Tabu Duby), Transmisja (reaktywowana w zeszłym roku), Andrzej Krzywy (ongiś, jeszcze w latach 80., członek DAAB-u) oraz Paweł "Guma" Gumola (lider punkowej Moskwy).










W okolicach 2000 r. zespół braci Erszkowskich, czyli Galago (później Galago Band), zarejestrował materiał na płytę "Śpiewali mi ptacy", niestety album ten nigdy oficjalnie nie został wydany, podobnie jak i większość twórczości braci Galago. Na szczęście wszystkich tych rootsowych kolęd można posłuchać na facebookowym profilu młodszego z braci.

Kilku piosenek z tego albumu, a także rozmowy z Janem Erszkowskim można posłuchać w ostatniej "Strefie Dread", audycji prowadzonej przez Mirosława "Makena" Dzięciołowskiego na antenie Programu 4 Polskiego Radia. 


W 1992 r. ukazały się na kasetach dwie części "Reggae Christmas", wydane pod szyldem I & I (reggae'owy fanzin wydawany w latach 1991-1994). Kasety te stanowią zapis koncertu, który odbył się 21 grudnia 1991 r. w Wojewódzkim Domu Kultury w Piotrkowie Trybunalskim. Zagrały wówczas zespoły Koskoosh (Płock), The Rebels (Białystok), THC Habakuk (późniejszy Habakuk; Częstochowa), Reggae-neracja (Jastrzębie Zdrój), Amos (Warszawa), Trava Dub Band (Żory) i Jedna Siła. Całość miksował Robert Brylewski w studio Złota Skała. Całość można pobrać z bloga Polskie Reggae.



Wspomniane I & I ma także na koncie wydanie kasety "Świadomość Siedem" rzeszowskiego zespołu G'rassta (G'rassta Fari-oofy). Znalazł się na niej utwór "Trzech mędrców na wielbłądzie".

Kolejną, tym razem w całości świąteczną, pozycją I & I jest demówka częstochowskiego Natanaela zatytułowana "Westchnienie i dźwięk". Kaseta ta to koncertowe nagranie zarejestrowane na koncercie Reggae Christmas, jednak nie w Piotrkowie Trybunalskim, a 18 grudnia 1993 r. w Krakowie (w klubie Pod Przewiązką). Oprócz Natanaela zagrały wówczas zespoły: Credon (Kluczbork), Trava Dub Band (Żory), Dread Lion (Kraków), Usta Syracha (Dębica), Przyjaciele Wolności (Sosnowiec), Mystic Morning (Głuchołazy) i A Może Kwiatki Wyrosną? (Białobrzegi Radomskie).


Jedynym reprezentantem w 100% ska jest zespół Panna Marzena i Bizony. Dzisiaj tenże ansambl udostępnił na swoim youtube wariację na temat "Oj maluśki".


Także w zeszłym roku udostępnili adekwatny utwór, inspirowany pewną starą polską pastorałką.


Osobną kategorię, już zamykającą ten tekst, jest "YasMan'owy CeDeEr Świąteczny" wydany w 2005 r. przez Janusza "YasMana" Kusza (współzałożyciela łódzkiego Raggattacku). Na mixtapie tym znalazły się zarówno utwory rodem z Jamajki, jak i europejskie, w tym polskie (m.in. z wymienionej wcześniej składanki "...reggae'owych świąt".


Jeśli znacie inne polskie reggae (a może ska - bo tego, jak na lekarstwo), to piszcie na rudemaker@gmail.com! Szczególnie mile widziane są nagrania, które ukazały się na jakichkolwiek nośnikach (nieważne czy na kasetach, DVD czy CD). 


Tekst można przeczytać także na