Pokazywanie postów oznaczonych etykietą interview. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą interview. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 stycznia 2015

Klawe chłopaki, które nie strzelają ślepakami. Od ReCovers do Soul Pistols, od Soul Pistols do...

Po długiej przerwie, spowodowanej m.in. przeprowadzką, brakiem internetu itd., pora na reaktywację bloga. Zapewne będzie mniej relacji z koncertów, rzadsze też będą wpisy, ale lepszy rydz niż nic, czyż nie?

Na początek wywiad! 


Zapraszamy do przeczytania wywiadu, a właściwie dwóch wywiadów z zespołem SOUL PISTOLS. Pierwszy wywiad przeprowadzono w czerwcu 2013 r. przy zbieraniu materiału do drugiego numeru świętej pamięci "RudeMaker Ska Zina". Na pytania odpowiadał wówczas Krzysiek (poza tym dotyczącym Skautów - na które odpowiedział Grzegorz). Druga część to wywiad przeprowadzony przez Jacka (aka Jst) z Grzegorzem Zacharewiczem. Wielkimi krokami zbliża się trzecia edycja Ostróda Ska Reggae STOMP, więc nie powinien dziwić temat rozmowy. Czytając oba wywiady możecie zobaczyć, jak potoczyły się losy zespołu, czy wyszło coś z zapowiedzi. Zapraszamy do czytania!

Zanim "narodził" się Soul Pistols, graliście jako ReCovers Band. Dlaczego zmieniliście nazwę? I dlaczego akurat na Soul Pistols (fascynacja soulem, może Sex Pistols)? I czy za zmianą nazwy, pójdzie też zmiana repertuaru?

To prawda. Nazwa ReCovers pojawiła się w momencie kiedy sami nie byliśmy pewni czy chcemy grać dla siebie i kilku kumpli, czy z tego projektu może wyjść coś więcej. Początkowo byliśmy nastawieni na zabicie nudy przez pogranie coverów za piwko i przy piwku, stąd wyraźne nawiązanie do tego faktu w pierwszej nazwie. Jednak w pewnym momencie poczuliśmy, że z tej kapeli może być coś więcej, coś autorskiego i świeżego. Postanowiliśmy więc zmienić nazwę na mniej "kojarzącą się". Nowa nazwa jest bardziej intrygująca. Co prawda nie kojarzy się jednoznacznie z reggae czy ska, ale soul bez wątpienia jest jednym z głównych korzeni, z których wyrosła muzyka jamajska. A pistolety – wiadomo, klawe z nas chłopaki, zabójczo przystojni, nie strzelamy ślepakami a tak poważnie, to niech każdy interpretuje jak mu pasi. Zmiana nazwy nie wpływa na dotychczasowy repertuar. Jednak czujemy, że wciąż się rozwijamy, a razem z nami kawałki, które gramy. Zaczynaliśmy grając piosenki w ich oryginalnych aranżach. Teraz coraz częściej bawimy się konwencją, zmieniamy aranżacje znanych hitów na reggae'owe, albo dopisujemy polski tekst do jamajskich szlagierów.


Soul Pistols to projekt stricte koncertowy, czy w planach (bliższych lub dalszych) macie wejście do studia?

Już weszliśmy do studia, pytanie tylko kiedy z niego wyjdziemy. Aktualnie wybraliśmy kilka numerów i nagrywamy do nich traki.

Będziecie grać tylko covery, czy także autorskie numery? Czy granie przez współczesne zespoły dość już wiekowych piosenek ma sens? Jaki? Czego to uczy? Co daje (przede wszystkim muzykom)?

Autorskie kawałki, które może z czasem się pojawią robić będziemy pod innym szyldem, jednak szeroko pojęta zabawa z coverami będzie kontynuowana. Czy granie coverow ma sens? Według nas tak, a ten sens różnie można odbierać. Możemy uznać to jako trybut dla wielkich Jamajców, albo szerzenie "ska-propagandy". W Olsztynie ludzie kojarzą i lubią piosenki, które gramy, a także ich autorów, to że mogą pobujać przy nich na żywo odbierają chyba jako sporą frajde. Z pewnością dla nas jako muzyków jest to sposób na podciągnięcie swoich umiejętności. Ja czuję, jak bardzo ja sam i razem jako zespół podciągnęliśmy się wokalnie.


Czy macie jakichś ulubionych jamajskich artystów lub okresy w muzyce jamajskiej?

Łączy nas ten sam nabożny stosunek do jamajskiego oldschoolu, do skinhead reggae, rocksteady i ska. Do artystów, na których wypisanie nie starczyłoby tego wywiadu. Poza tym każdy z nas ma jeszcze jakieś indywidualne ciągoty bliższe lub dalsze reggae, jednak oldschool jest na absolutnym topie.

Czy jest obecnie na Jamajce/świecie artysta (oczywiście, chodzi o kogoś z młodszego pokolenia), którego piosenki za 40 lat, będą brały na warsztat zespoły, takie jak Soul Pistols?

Jasne! W sumie to nawet czasem gramy fragment piosenki takiego zespołu – Aggrolites na przykład! Wielka sprawa, tak jak 2-tone odkurzył ska, tak Aggro odkopało skinhead reggae. Jest wiele świetnych zespołów, które grając ocierają się o klasykę. Ja uwielbiam The Upssessions, Los Granadians czy Red Soul Community.

Skąd w ogóle pomysł na granie takiej, a nie innej muzyki?

Nie rozumiem pytania, a co mielibyśmy grać? Rapsy? Przecież to najpiękniejsza muzyka z niezwykle szerokim spektrum przekazu od romansu do slackness, od krzyku o wolność i sprawiedliwość do pochwały dobrej zabawy na parkiecie. Większość z nas poznała tę muzykę dużo wcześniej i grała w innych ska, reggae kapelach. My po prostu nie mieliśmy innej możliwości niż grać BOSS SOUND. 

Co musiałoby się wydarzyć, by muzyka ska/rocksteady/early reggae, miała w Polsce taką pozycję, jak reggae (szeroko pojęte, z pominięciem rzecz jasna early/skinhead)?Historia polskiego roots reggae i różnych jego mieszanek z punk rockiem i innymi gatunkami sięga poprzedniego systemu politycznego, potem długo długo nic i wielki boom w 2005 r., kiedy to ukazały się debiutanckie albumy Vavamuffin, Jamala, Natural Dread Killaz. A w ska?

Nic. W Polskę nie uderzy nagle meteor, z którego wyjdzie super kapela, którą pokochają rzesze rodaków, a my wszyscy, słuchający dotąd tej muzyki będziemy chodzić w splendorze. Może niektórzy tak to widzą, mają na to nadzieję, ale nic takiego się nie stanie. To może oklepana gadka, ale kluczem jest edukacja, praca u podstaw, bez napinek. Ja wszystkie te komponenty widzę w scenie sound systemowej, która powoli w Polsce powstaje. Fire Corner w Olsztynie, Sweet and Dandy w Łodzi, Live Injection w Warszawie i inne imprezy w polskich miastach są kluczem. Puszczać dzieciakom Derricka Morgana z winyla, rozkochać je aż upomną się o jego koncert. Z grubsza właśnie tak to wyglądało, jeśli chodzi o polską scenę reggae do 2005. My nie powinniśmy ani płakać, ani się podpalać tylko robić swoje. 


Czym wy tam oddychacie na Warmii i Mazurach, że co i rusz coś się u was dzieje? Real Cool Sound, Husky, ReCovers Band / Soul Pistols, wcześniej Skauci, imprezy z cyklu Fire Corner, ostatnio Ska Reggae Stomp, a do tego Ostróda Reggae Festival. Tylko pozazdrościć.

Warmińsko-mazurskie sensi, zielone płuca Polski a poważnie to chyba Bóg rzucił w jedno miejsce pomiędzy Ostródę a Olsztyn kilka-kilkanaście osób, którym się chce robić ferment. Gdy zaczynały nigdy nie zakładały profitów i fejmu, a jednak coraz więcej ludzi dostrzega ich robotę. A my ciągle nie mówimy ostatniego słowa, to dopiero początek...

fot. Karolina Paziewska

No i na koniec pytanie o... Skautów. Czy to już zakończony rozdział, czy od czasu do czasu przy jakichś okazjach (takich jak styczniowy Ostróda Ska Reggae Stomp) będziecie reaktywować kapelę?

Tak chcieliśmy zamknąć Skautowy rozdział, żeby móc się skupić na Soul Pistols w takim stopniu, żeby mogło to ruszyć do przodu. Czas jednak pokazał, żeby nigdy nie mówić "nigdy". Jak będzie w przyszłości? Mamy tak dużo nowych pomysłów i pięknych kawałków do pokazania ludziom, że szkoda to marnować grając ludziom te same kawałki co 10 lat temu. Na szczęście polska ska publiczność dorasta i ma coraz bardziej świadomy gust, dzięki czemu jest coraz mniej "Mamoniowego" podejścia do tej muzyki i muzyki w ogóle. Chcielibyśmy żeby brzmienie starych kawałków z czarnych krążków było dla ludzi właśnie czymś nowym i odświeżającym.


Rozmawiamy przed 3. edycją ostródzkiego Ska Reggae STOMP. Skojarzenie tej imprezy z zespołem Soul Pistols jest oczywiste. Czy ktoś spoza zespołu także jest zaangażowany w organizację imprezy i czy jest to całkowicie autorski pomysł zespołu? Czy może konkretnie kogoś z członków?

Oprócz mnie i basisty Soul Pistols - Marka Ignatjuka, imprezę współorganizuje też Bartek Kucharski aka DJ Husky. Od pierwszej edycji bardzo nam pomagał ogarniając scenę DJ-ską. Dzięki doświadczeniu przy organizacji cyklu Fire Corner czy współtworzeniu audycji Reggae Front w UWM FM wyrobił się na konkretnego zawodnika i chwała mu za to!

STOMP jest jedyną tak tematycznie ukierunkowaną imprezą w Polsce. Jest już, mam nadzieję, stałym punktem w waszych corocznych planach?

Pierwszy STOMP wyszedł spontanicznie. Chcieliśmy zrobić koncert zespołowi The Bartenders, a wyszło to co wyszło. Impreza przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Na drugiej edycji, oprócz lokalsów, pojawiło się jeszcze więcej osób z całej Polski. O ile frekwencja z roku na rok będzie wzrastać - STOMP będzie grał dalej.

fot. Luc Chives (fotoślad.pl)

Póki co stawiacie na krajowy skład imprezy, ale może w przyszłości, wzorem imprez niemieckich, poszerzycie skład o jakąś zagraniczną gwiazdę? I czy w ogóle wybiegacie myślami do kolejnych edycji imprezy?

No właśnie potrzebujemy młodej krwi wśród zespołów ska reggae w Polsce, bo inaczej na kolejne edycje headlinerzy przyjeżdżać będą zza granicy. ;) Pojawiają się już takie opcje na ewentualne kolejne edycje, ale wszystko rozbija się o frekwencję i czy impreza finansowo się zamknie. Wszystko jest organizowane przez naszą trójkę i opiera się na biletach. Nie otrzymujemy niestety żadnych dotacji od miasta. Tak więc kolejne edycje zależą tylko od Was wszystkich, którzy na nich się zjawią.

Jak kształtowała się frekwencja w Barze u Zdzicha podczas pierwszej i drugiej edycji?

Frekwencja oscylowała w okolicach 500 osób.

Wracając do samego zespołu, czy po sukcesie jakim bez wątpienia była piosenka "Pod choinkę", doczekamy się kolejnych produkcji rodem z JamLab studio?

"Pod choinkę" było pieczołowicie zaplanowanym przedświątecznym spontanem hehehe. Miało być symbolicznie - taki 'kawałek na święta' a wyszło bardzo fajnie. Jeśli chodzi o inne produkcje - zaczęliśmy nagrywać materiał na nasz coverowy album Soul Pistols, ale rozjechało się to w czasie. Materiał zamierzamy na pewno ukończyć. Kiedy? Nigdy nie pytaj zespołu "kiedy wyjdzie płyta", dopóki materiał się nie tłoczy na nośniku, a na okładkach schnie farba.



A samo studio na olsztyńskiej Nagórkach to inicjatywa i prywatny zakątek Grzegorza?

Tak jest to mój mały azyl. Zaadaptowałem akustycznie niewielkie pomieszczenia. Zniosłem trochę uzbieranego sprzętu, żeby nie tłuc się więcej po salkach prób i żeby móc w spokoju płodzić muzyczne pomysły czy grać próby. Jest zabawa.

Samo zebranie się na probe zespołu jest dla Was problemem? Pytam dlatego, że Krzysiek, wokalista mieszka teraz w Warszawie, Grzegorz i Marcin w Olsztynie, a bracia Maciej i Marek w Ostródzie...

Tak, jesteśmy trochę porozjeżdżani. Próby gramy głównie przed koncertami. Nie mamy takiego luksusu, żeby móc spotykać się choćby raz w tygodniu. Tak, Krzysiek siedzi w Warszawie, a tu na linii oln-ostr sprawa często się zmienia.

Próby odbywają się na Nagórkach?

Tak, gramy na Nagórkach albo w Ostródzie.

Plany koncertowe oprócz STOMPa już jakieś są?

I tutaj małe zaskoczenie, bo tegoroczny STOMP będzie ostatnią imprezą, którą zagramy z Soul Pistols. Osoby z zespołu mają różne inne zajęcia i plany. Do tej pory udawało się to wszystko godzić i czasem gdzieś zagrać, ale ostatecznie nie chcemy się bawić w ciągłe wymienianie muzyków i reanimowanie tego projektu. W Soul Pistols muzyka kleiła się tak dobrze właśnie dlatego, że żaden z nas nie był z łapanki, ogłoszeń czy innych castingów. Znaliśmy się od dawna tak samo jak od dawna znaliśmy i uwielbialiśmy muzykę, którą gramy. Nie oznacza to, że nie będziemy w ogóle grać. Przynajmniej ja bez tego nie wyobrażam sobie życia.

Po stracie Molotova, imprezy w Olsztynie koncentrują się teraz w Andergrancie i Carpenterze. Jak to wszystko się układa? Kluby spełniają swoje role? Jak wygląda to z Waszej perspektywy, bo przecież grywacie i w jednym i drugim klubie?

Tak, Molotov był specyficzną knajpą. Bez wątpienia ożywiał koncertowo Olsztyn. Klub Nowy Andergrant jest dobry na duże koncerty na kilkaset osób. Ma zaplecze i porządne nagłośnienie. Carpenter Inn na starówce fajnie się sprawdza przy klubowych imprezach dj'skich (m.in Fire Corner) czy niewielkich kameralnych koncertach. Pojawiło się też fajne, muzyczne miejsce na średniej wielkości koncerty - Klub Amnezja. Zespoły szukające miejsca na koncerty tu w Olsztynie mogą śmiało uderzać do tych miejsc.

Kilka słów od zespołu do czytelników?

*Słuchajcie dobrej muzy.*
*Chodźcie na koncerty.*
*Zakładajcie zespoły.*
*Zbierajcie vinylowe płyty!*

niedziela, 10 listopada 2013

WYWIAD: Bobby Sixkiller (Francja)

Zapraszam do przeczytania kolejnego, już trzeciego, wywiadu z pierwszego numeru "RudeMaker Ska Zine". Tym razem z reprezentantami NCY Soul City Rockers, czyli zespołem BOBBY SIXKILLER. Na pytania FJ odpowiadał Boris, basista kapeli. 

Na początek, stuprocentowy standard – jak się zaczęła wasza historia i jak na obecną chwilę wygląda skład?

Wszystko zaczęło się w 2008 r., od czterech muzyków. Parę miesięcy później było nas pięciu. Skład się nie zmienił. Więc tak: Mick na gitarze i wokalu, Ben na klawiszach oraz chórki, Laurent - druga gitara i chórki, potem Gui na perkusji, no i ja – Boris, na basie. No, a od zeszłego roku mamy swoich handlarzy, Vala i Cimera.




Jako że ska nie jest szczególnie eksponowane w mediach, to co robicie poza graniem muzyki?

Oczywiście, muzyka nie jest czymś z czego żyjemy. Wszyscy skończyliśmy albo kończymy studia, więc pracujemy albo jesteśmy bezrobotni. Generalnie zależy od chwili, tylko jeden z nas ma stałą pracę. Nie jest to najlepsza sytuacja, gdyż ciężko skrzyknąć wszystkich w jednym momencie, to czy uda się koncert, pojedzie w trasę, czy też wejdzie do studia. Nie możesz prosić o wakacje, gdy jesteś podpisany pod kontraktem.

Jakie są wasze inspiracje? Czy można uznać amerykańskich Untouchables za jeden z "tych" zespołów? Mam na myśli to, że byli jednymi z pierwszych łączących soul ze ska. 

Naturalnie, wiele rzeczy nas inspiruje. Jesteśmy piątką ludzi i każdy z nas słucha trochę innej muzyki. Jedynie okres lat 60. i 70. nas łączy. Untouchables są zajebiści, ale jeśli mielibyśmy wybrać jedną kapelę ze Stanów, to myślę, że byliby to The Aggrolites. Myślę, że za wszystkich mogę powiedzieć: głównie jamajszczyzna do lat 70., 2-tone, Motown i wykonawcy związani z ruchem northern soulowym w Anglii, pierwszy funk, trochę surfu...



Na waszej stronie – www.bobbysixkiller.fr – można ściągnąć wasz album „Lonely Road”, epkę i split z Branlarians. Jak wszyscy wiedzą, to początki są trudne, a już szczególnie te z nagrywaniem materiału (studio, pieniądze itd.). Skąd więc, biorąc pod uwagę koszt i trudności z tym związane, wziął się pomysł na podzielenie się swoją twórczością?

Tak, to prawda, że ciężko dzisiaj cokolwiek wydać. Epka i split są już wyprzedane (może coś jeszcze znajdziesz w jakichś sklepach wysyłkowych), więc było to dość oczywiste, żeby je udostępnić w internecie. A jeśli idzie o LP, to czekaliśmy rok (swoją drogą, jeszcze nie jest wyprzedany, brać póki jest!). Wiesz co, my ściągamy muzykę jak każdy, nie jesteśmy na tyle bogaci, żeby kupić wszystko, co nam się podoba. Nie mam pewności, czy to wpływa na sprzedaż płyt takich nie utrzymujących się z grania kapel. Czasem kupuję płyty, które już mam w postaci mp3, ponieważ mi się podobają i chcę wesprzeć ten zespół. Myślę, że wielu robi podobnie. Albo nie, już wiem! Chodzi o to, żeby nasza muzyka dotarła do jak największej grupy ludzi.


free download

Kto was słucha we Francji? Macie jakiś "target"?

Nie mamy specjalnie wytypowanych słuchaczy. Wielu różniących się od siebie ludzi lubi naszą muzykę, i dobrze. Biorąc pod uwagę to, co gramy, to często widzimy skinów, modsów, pankowców, rude boys.... Tylko gnoje nie są mile widziani (faszyści i ich kumple), ale nie mieliśmy nigdy z nimi problemów.


Graliście na francuskich festiwalach Spirit of 69 i Dance Ska La. Co możecie o nich powiedzieć? Jakie wrażenia? 

Graliśmy na Dance Ska La po raz drugi, trzy lata po pierwszej okazji, ale tym razem na głównej scenie, i było całkiem spoko. Te dwa festiwale są naprawdę świetne i pozwalają zobaczyć kapele, które nie są często obecne we Francji. Ale to dość daleko od Polski (nie dość, że na zachód, to jeszcze na południe). W zasadzie są to największe tego typu festiwale w kraju. Francja to nie najlepszy grunt pod ska i reggae, większe sceny są w Niemczech czy Hiszpanii.

Mieliście też okazję grać z dobrze znanymi wykonawcami (m.in. Mr. Symarip, The Upsessions, Moon Invaders, 8°6 Crew). Który koncert uważacie za najlepszy albo który zostanie najdłużej w waszej pamięci?

Nie uważam, że mamy jakieś zajebiste koncerty, ale najlepsze są te w małych i brudnych miejscach, w których jesteś w naprawdę dobrym kontakcie z widownią. Lubimy większe sceny, gdyż jest tam lepsza jakość dźwięku i światła, ale nie jest się tam wtedy tak blisko publiki. No i to zawsze przyjemność, gdy gra się z kimś dobrze znanym i lubianym. Nasz pierwszy koncert był z 8°6 Crew i od tamtej pory od czasu do czasu się spotykamy. Się zakumplowaliśmy po prostu. Myślę więc, że najlepszy jest ten pierwszy, o ile się tego naprawdę chce.

Co możecie powiedzieć o francuskiej scenie? Możesz zarekomendować jakieś mniej znane francuskie kapele?

Mamy kilka naprawdę dobrych zespołów, takich jak wcześniej wspomniane 8°6 Crew, czy też Two Tone Club, Moon Hop. A z młodszych stażem to warto poznać 65 mines street, The Branlarians, The Groovin’ Jailers z północy, The Sarah Connors (Paryż), The Run (też stolica), Old Dodge Fellows (Lille). Przepraszam, jeśli kogoś pominąłem!

free download


Mieliście propozycje, żeby grać "za wodą" albo bardziej na wschód?

Jesteśmy w kontakcie z Groverem i mamy w planie Easter Ska Jam w Niemczech (5 koncertów) w marcu. Rok temu też byliśmy
w Niemczech, a ponadto na Słowacji i w Czechach, podczas wiosennej trasy. Graliśmy raz w Koszycach, to chyba najbliżej Polski. Jeżeli znowu nas zawieje na wschód, to mam nadzieję, że udałoby się zagrać w Polsce. Chcielibyśmy, no ale nie jest łatwo, gdyż każdy ma swoje zajęcia. Ale jakby się udało, to byłoby naprawdę fajnie. 

Jakie plany na przyszłość?

Easter Ska Jam, gdzie gramy jako my, ale też jako zespół z Kingiem Hammondem. Poświęcimy trochę czasu na nowy album, będziemy grali tyle koncertów, ile tylko będziemy mogli, no i po prostu będziemy bawić się dalej!


free download

Chcielibyście coś przekazać czytelnikom?

Wpadnijcie na bobbysixkiller.fr, żeby posłuchać naszej muzyki, na nasze fb, żeby wiedzieć, co i jak, no i miejmy nadzieję, że pewnego dnia spotkamy się w Polsce. Dzięki za zainteresowanie. Pozdrawiam!

Dzięki za wywiad!



BOBBY SIXKILLER w sieci:


Wywiad można przeczytać także na

poniedziałek, 28 października 2013

WYWIAD: Samostalni Referenti (Serbia)

W serwisie RudeMaker.pl można przeczytać drugi wywiad z pierwszego numeru "RudeMaker Ska Zine". Tym razem rejony nieco bardziej egzotyczne niż w przypadku Panny Marzeny i Bizonów, aczkolwiek wciąż dość bliskie kulturowo Polsce.


Belgradzka kapela z 17-letnim stażem na małej, ale mimo wszystko istniejącej, serbskiej scenie ska. Zespół z wielkimi jajami lub też, jak mówią rodzimi krytycy, "Ostatnia Gwardia Ska". O tym, co młodych Serbów boli, ale i bawi, mówił wokalista Fefe. Pytania zadawał FJ.





Znalazłem informację, że historia Samostalni Referenti zaczęła się w 1993 r., ale w 2011 wydaliście swoje best of „GreaTESTIS Hits” z okazji 15-lecia istnienia zespołu... Jak to się zaczęło dokładnie i jak obecnie wygląda skład? 

Pomysł na kapelę powstał w 1993 r., ale zaczęliśmy grać w 1996 r. Było pełno zmian osobowych, przez Samostalni Referenti przewinęło się ponad 50 osób. Z pierwszego składu zostałem tylko ja i Ref (gitarzysta). Teraz gramy w 8 osób, a na większych koncertach mamy dwuosobowe wsparcie. Więc tak: Ref (gitara), Lung (trąbka), Platner (puzon), Mishe (skrzypce), Zex (perkusja), Joca (bas), Zulij (akordeon), no i ja - Fefe (wokal). Nasz album nazywa się „The GreaTestis Hits”. To troszkę taka gra słów, slangowo Velika muda (Great Testis) znaczy, że mamy odwagę, nie uznajemy kompromisów. Myślimy, że tego dowodzimy w naszych tekstach, które są o politykach i przewałach, które się dzieją w Serbii od ostatnich 20 lat


  free download



„Wielkie jaja”, całkiem chwytliwe i celne. Jeśli jesteśmy przy tekstach, kto je pisze? I czy mógłbyś nakreślić polskim odbiorcom, o czym śpiewacie, gdyż serbski jest dla Polaków dosyć egzotycznym językiem. Co staracie się przede wszystkim w nich uchwycić? 

Większość tekstów piszę ja i basista, który dołączył do nas kilka lat temu. W 1999 r. podpisaliśmy kontrakt z wytwórnią na pierwszy album, ale pomysł umarł w zarodku, gdy pokazaliśmy im nasze teksty. Wtedy, na dobrą sprawę, dopiero kończył się komunistyczny reżim, więc wszyscy się czegoś bali. Był nawet czas, że byliśmy na celowniku policji. Mówiliśmy, że rząd kontroluje obrót narkotykami, że są największymi złodziejami... Teraz, gdy trochę wydorośleliśmy, śpiewamy raczej o tym, co powinno być ważne dla młodzieży, tym czym dzieciaki żyją - o przyjaźni, wierności i czasami o piłce nożnej. Oczywiście, dalej gnoimy polityków, jakby nie patrzeć są niewyczerpanym źródłem inspiracji. 

Powiedziałeś, że w okolicach końca XX wieku, kończył się reżim. Coś się zmieniło od tego czasu? Musicie jeszcze śpiewać „Police on My Back” Clashów? Albo czy dalej macie problemy, na przykład z obecnością waszej muzyki w mediach?

Tylko ludzie się zmieniają, reszta pozostaje taka sama. Myślę, że ludzie żyją nawet gorzej aniżeli w czasie dogorywania komunizmu (może poza tym, że nie mamy wojen co kilka lat). Ci „demokraci” sprzedają nasze państwo, naszą ziemię i fabryki obcokrajowcom, a i tak ludziom żyje się równie źle. Może teraz policja nas nie ściga, ale od czasu do czasu musimy patrzeć za siebie. Teraz, gdy jesteśmy starsi i mądrzejsi, wybraliśmy inną drogę. Teraz ciśniemy te „niewinne” piosenki do telewizji, żeby mieć większą publikę na koncertach, a na nich z kolei śpiewamy o tym, co nam leży na sercach. Miesiąc temu zrobiliśmy swego rodzaju test na stacjach radiowych. Wysłaliśmy jawnie polityczny kawałek, w którym mówimy o tym, jak niewiele się zmieniło. I wiesz ile stacji to puściło? ŻADNA. Więc myślę, że mamy większy totalitaryzm niż wcześniej.

Może zostawmy politykę na chwilę. A może to w dalszym ciągu jest pytanie „polityczne”? W piątek, ósmego lutego graliście w Zagrzebiu. Jak mówią media, dalej istnieje konflikt pomiędzy Serbami a Chorwatami. Wy jednak nie mieliście problemu zagrać w stolicy waszych zachodnich sąsiadów. Jak zostaliście przyjęci, a co za tym idzie, jak wygląda sytuacja między serbską a chorwacką sceną? 

Powiem tak: nasz akordeonista pochodzi z Chorwacji i bez problemu gra z nami. A w Zagrzebiu było zajebiście. Ludzie byli dla nas naprawdę mili, świetnie nas ugościli. Mamy kawałek dedykowany naszemu miastu – Belgradowi. Nie chcieliśmy go grać, żeby nie było, że ich prowokujemy. Ale na koniec jednak go zagraliśmy i generalnie cały klub śpiewał razem z nami. Ska łączy ludzi, nie patrzymy, czy ktoś jest Chorwatem, Serbem, Słoweńcem czy Bośniakiem. Jeśli ten ktoś jest dobrym człowiekiem, to jest naszym przyjacielem.

   

To, co powiedziałeś, to chyba najlepszy przykład „łączenia przez ska”. Teksty, poprzez swoją szczerość i celowanie w polityczny syf, wyglądają na inspirowane Sham 69 i The Clash. A co z kolei jest największą inspiracją dla muzyki SR? Innymi słowy, czego słuchacie? 

Masz rację. Jeśli wsłuchasz się w intro na naszej płycie, to możesz usłyszeć Joe Strummera. Nagraliśmy też cover „They Don't Understand” z repertuaru Sham 69, pt. „Ne razumeju”. Wszyscy wyrastaliśmy słuchając punk rocka i prawda jest taka, że The Clash są dla nas wzorem, jeśli chodzi o teksty. Od strony muzycznej, wszyscy lubimy ska. Od pierwszego, jamajskiego, aż po trzecią falę. Jedyne za czym nie przepadamy to amerykańskie ska, The Toasters na przykład. Bardzo lubimy skankowe kapele ze Słowacji, Czech, Polski czy też Bułgarii. Myślę, że będziesz wiedział o co chodzi. Myślę, że ludzie w tych krajach, które wymieniłem, mają podobną mentalność, wszyscy mieliśmy podobną sytuację polityczną. Wybacz, że tak wraca temat polityki w naszej rozmowie, ale muzyka bez tekstów, które piętnują to, co jest w społeczeństwie złe, nie jest dla nas muzyką w pełnym tego słowa znaczeniu.

Wspomniałeś o Polsce. Znasz jakieś polskie grupy grające ska albo czy byłeś na jakimś koncercie polskiej kapeli?

Jasne. Osobiście znam kilka. Skambomambo, Skankan, Blade Loki z tą seksowną wokalistką, ale przede wszystkim lubię Akurat. Ich album „Pomarańcza”, dla mnie jest jednym z najlepszych ska-albumów, jakie kiedykolwiek słyszałem. Bardzo lubię i szanuję też (choć nie grają ska) Analogsów. Naturalnie Vespa, są świetni, oraz mało znana, a na to według mnie zasługująca Taumaturgia. To jak łączą ska, folk i punk, jest po prostu niesamowite. Mieszkałem pewien czas w Gdyni, ale niestety nie miałem okazji zawitać na jakiś koncert skankowy. 

Jako że jesteśmy „za granicą”, to czy mieliście propozycje grania w środkowej i zachodniej Europie? 

Mieliśmy kilka koncertów na Słowacji w zeszłym roku, i było to ciekawe doświadczenie. Kluby były pełne, ludzie byli świetni, chociaż nie znali żadnych piosenek. Okazywali nam również wsparcie śpiewając „Kosovo je Srbija” wielokrotnie w trakcie gigu. Teraz planujemy kolejną trasę po Czechach i Słowacji. Jest serbska grupa Neozbilijni Pesimisti, z którymi się przyjaźnimy, a którzy grali w Polsce w zeszłym roku. Obiecali nam połapać jakieś kontakty w Polsce, więc może kiedyś u was zagramy. Byłoby zajebiście.

   

Też tak myślę. A jakieś ciekawe spostrzeżenia na temat „zachodniej Słowiańszczyzny”? Pomijając wsparcie oczywiście. Wasza scena różni się od tej bardziej zachodniej?

Myślę, że im bardziej idziesz na zachód, tym scena jest silniejsza. W Serbii nie mamy sceny ska. Mamy dwie albo trzy kapele tego typu. W Belgradzie, w którym żyje ponad 2 mln ludzi, jesteśmy jedyną kapelą ska, co jest naprawdę żałosne. Ale Serbowie bardziej się interesują folkową turecką czy też grecką muzyką, co się robi coraz bardziej chujowe. Odnoszę wrażenie, że ludzie w Serbii nie szanują swoich własnych wykonawców. Mamy o tyle szczęście, że nie żyjemy z robienia muzyki, więc możemy mieć na wszystko wyjebane. Robimy, co chcemy i to nam odpowiada. 

Ale przecież mieliście jedną z pierwszych ska grup w południowo-wschodniej Europie, mówię tu o Kontraritam. Nie było zainteresowania, czy było, ale też gdzieś przepadło? 

Kontraritam byli naprawdę świetnym zespołem. No, ale Serbowie niespecjalnie podniecają się ska. Nagrali jeden album, po czym zniknęli. Po nich nie było żadnego ska, aż do chwili powstania Samostalni Referenti. To luka około 15 lat. I, szczerze mówiąc, kiedy zaczynaliśmy, myśleliśmy że byliśmy pierwszym ska zespołem w Serbii w ogóle. Myślę, że to dobrze pokazuje, jak „popularny” był Kontraritam, co jest przykre, bo naprawdę fajnie grali.

   

Teraz gracie dłużej, niż trwała ta luka. Więc chyba nie jest aż tak źle. Kto słucha waszej muzyki? Wspomniałeś kilka pytań wcześniej o piłce nożnej, otóż spotkałem się ze stwierdzeniem, że punk jest bardzo popularny w środowisku kibicowskim. A czy ska, jakkolwiek, też jest w nim zauważane?  
Jest sektorówka wśród kibiców Partizana: Skins and Punks and Football fans. W Serbii punk rock wraca na trybuny i nie skłamię, jeśli powiem, że wielu naszych fanów jest aktywnymi kibicami piłkarskimi. Ale mamy naprawdę wielki przekrój publiki na koncertach. Pierwsze rzędy to chuligani, kibice, a cała reszta to ludzie, którzy podzielają nasze poglądy i lubią po prostu potańczyć. A tak wracając do kibiców jeszcze, to naprawdę podoba mi się to, jak polscy i rosyjscy „bojowi kibice” organizują ustawki poza miastami, dzięki temu przynajmniej są ograniczone ofiary wśród osób postronnych. Miło wspominam czas spędzony wśród kibiców z Gdyni, myślę że połowa z nich to byli rugbyści lokalnej drużyny. Sprawdź Grupa JNA, punk dedykowany Partizanowi. Wydali ostatnio płytę i moim zdaniem robią świetną robotę w dziedzinie promowania dobrych nawyków muzycznych na trybunach, ponieważ wielu kibiców w Serbii „siedzi” albo w folku, albo techno. 

Stwierdziłeś, że wielu waszych fanów to aktywni kibice. Zgaduję, że Partizana. Jak wszyscy wiedzą (a jak nie, to powinni), Partizan i FK Vojvodina niespecjalnie się lubią. Tak więc, mieliście jakieś koncerty w Nowym Sadzie? 

Ja kibicuję Partizanowi. Jako Samostalni Referenti nie jesteśmy „w barwach”. Prawda jest taka, że Grobari (Partizan) i Firma (Vojvodina) biją się często. W kwietniu mamy grać koncert w Nowym Sadzie, ale nigdy nie mieliśmy tam problemów. Jedziemy grać i mieć frajdę, i przy okazji wielu ludzi nas tam lubi. Swoją drogą Nowy Sad jest chyba najbardziej skankowo-punkowym miastem w Serbii. Mają tam mnóstwo świetnych kapel. A tak przy okazji, to podoba mi się styl Firmy. Starają się iść „starą szkołą” kibicowania, co naprawdę podziwiam.

   

No to znowu, jakby nie patrzeć, mamy przykład „łączenia poprzez ska”. Mógłbyś podać polskim słuchaczom jakieś dobre serbskie zespoły, jeśli macie tylko kilka skankowych, to może jakieś skinhead reggae? 

Nie ma zbyt wielu prawdziwych skinów w Serbii. Większość się gubi. Są nacjonalistami, ale nie nazistami, no i wtedy prostują prawą rękę. Jak dla mnie to dziwne, że Serb prostuje prawą rękę, jak nazista. Chociaż to dość śmieszne. No, ale do rzeczy. Ska – Proces, Lost Propelleros, Pelagijska Argosija. Reggae – Irie FM, Del Arno Band, Che Guerillaz, to takie warte wspomnienia. 

Więc „syndrom prawej ręki” jest znany we wszystkich krajach słowiańskich. Prawie 20 lat za wami, jakie plany na przyszłość? 

Wiem, to tragiczne. Adolf chciał nas martwych, a teraz mu salutujemy. No, jak to ktoś z The Clash rzucił: gdyby Hitler wpadł do nas dziś, to posłaliby mu limuzynę. Ale wracając do tematu. Nie pytaj o plany, bo nigdy planów nie mieliśmy. Wszystko, co robiliśmy, było kwestią chwili. Chcemy grać, jak najwięcej się da, chcemy nakręcić teledysk do „Zene i Vino” (Kobiety i Wino), ale jak to wszystko się potoczy – nie wiem. Więc plan jest taki, żeby się bawić, mieć radość z robienia muzyki, no i zobaczymy, gdzie nas poniesie. Wycieczki bez planów są przecież najciekawsze.

   

Kobiety i wino, jak wiadomo, to synonim dobrej zabawy. Więc tego wam właśnie życzę i mam nadzieję, że kiedyś zawitacie do Polski. Chcielibyście coś przekazać polskim fanom? Ta piosenka ma też inną nazwę: „kumple i piwo”. Jedyne, co mogę powiedzieć Polakom to: wspierajcie lokalne zespoły, nieważne jak chujowo by grały. Kiedy zaczynaliśmy, mówili, że jesteśmy najgorszą rzeczą w serbskim rock and rollu. No, a teraz nazywają nas Ostatnią Gwardią Ska w Belgradzie. Bez kapel, nie ma sceny, więc zamiast krytykować na facebooku, idźcie na koncert albo załóżcie własny band i róbcie coś dla muzyki. A może to była wiadomość do serbskich fanów przez polskich i waszego zina… Dzięki za wywiad! 

Dzięki za wywiad i powodzenia w przyszłości.





 SAMOSTALNI REFERENTI w sieci: