Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jamajka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jamajka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 lutego 2013

VA - Reggae Golden Jubilee: Origins of Jamaican Music (50th Anniversary)

W ubiegłym roku, dokładnie 6 sierpnia, Jamajka obchodziła półwiecze swojej niepodległości. Z tej okazji na całym świecie odbyło się wiele okolicznościowych imprez i koncertów (np. "Respect Jamaica 50" w Londynie), a także wydano płyty, zadedykowane temu wydarzeniu, m.in. "Jamaica 50" The Tennors, 5-płytową kompilacja "Freedom Sounds" Trojan Records czy 3-płytową "Out Of Many, 50 Years of Reggae Music" VP Records. 



Jednak ten tekst dotyczyć będzie innej kompilacji, „ReggaeGolden Jubilee: Origins of Jamaican Music (50th Anniversary)”, także wydanej przez VP Records.



Various Artists - Reggae Golden Jubilee: Origins of Jamaican Music (50th Anniversary) [2012]



Box set "Reggae Golden Jubilee: Origins of Jamaican Music (50th Anniversary)" swoją premierę miał w listopadzie 2012 r. Składają się na niego 4 płyty, na których znalazło się dokładnie 100 utworów. Pierwszy dysk otwiera "Easy Snapping" Theophilusa Beckforda, a ostatni kończy "The Harder They Come" Jimmy'ego Cliffa. 

Wyboru utworów na "Reggae Golden Jubilee" dokonał Edward Seaga. Zatrzymajmy się przy nim na dłuższą chwilę, bo to postać dość ważna w historii Jamajki. Odegrał on istotną rolę zarówno w jamajskim przemyśle muzycznym, jak i w polityce. 

Ab ovo. Edward Seaga urodził się 28 maja 1930 r. w Bostonie w rodzinie jamajskiej o korzeniach szkocko-libańskich. Gdy miał 3 miesiąca jego rodzice wrócili na Jamajkę. Tam też, w Kingston, został ochrzczony. Po ukończeniu Wolmer’s Boys School, młody Edward wyjechał na studia do Stanów Zjednoczonych. W 1952 r. ukończył na Uniwersytecie Harvarda nauki społeczne, po czym powrócił na Jamajkę, gdzie objął stanowisko badawcze na Uniwersytecie Indii Zachodnich. Badania doprowadziły go do zainteresowania jamajską muzyką.  W 1955 r., w ramach projektu będącego pokłosiem tychże badań naukowych, nadzorował nagranie dla wydawnictwa Folkways "Folk Music of Jamaica", płyty z etniczną muzyką jamajską. Następnie produkował muzykę różnych artystów, a w późnych latach 50. założył własną wytwórnię WIRL (West Indies Recording Limited). Wydał nagrania takich artystów, jak Slim Smith, Byron Lee and the Dragonaires czy Higgs & Wilson. To właśnie singiel tegoż duetu pt. "Manny Oh" był jego największym hitem (sprzedano ponad 30000 egzemplarzy). W międzyczasie Seaga rozpoczął działalność polityczną w Jamaica Labour Party (JLP), konserwatywnej partii założonej w 1943 r. przez Alexandra Bustamante. Gdy po raz pierwszy zasiadł w parlamencie (w 1959 r.), sprzedał firmę Byronowi Lee, który przemianował ją na Dynamic Sounds Recording.

Po dostaniu się w wieku 29 lat do Parlamentu (w którym zasiadał przez 43 lata - najdłużej w historii  parlamentaryzmu jamajskiego oraz całego regionu Karaibów), jego kariera nabrała rozpędu. Był ministrem ds. rozwoju i opieki społecznej, następnie finansów i planowania. W 1974 r. został przywódcą JLP. Był, co istotne, jedną z osób odpowiedzialnych za opracowanie konstytucji niepodległej Jamajki, to za jego sprawą znalazła się w niej część dotycząca praw człowieka, uwzględniono Kartę Podstawowych Praw i Wolności, utworzył stanowisko rzecznika publicznego itp. W latach 1980-1989 był premierem Jamajki, jego poprzednikiem oraz następcą na tym stanowisku był Michael Manley (na poniższym zdjęciu obaj premierzy, polityczni rywale, wraz z Bobem Marleyem w czasie koncertu One Love Peace). 


We własnym gabinecie Seaga kierował resortami finansów i planowania oraz energetyki, bogactw naturalnych i górnictwa. W 2005 r. wycofał się z życia politycznego. 

Seaga, nawet piastując najwyższe stanowiska, w dalszym ciągu wspierał muzykę jamajską (zwłaszcza ska). Wręcz wykorzystywał do tego swoją pozycje. Niemal całe swoje życie był żarliwym zwolennikiem promowania i zachowania jamajskiej kultury. Przede wszystkim jego zasługą jest upowszechnienie ska poza granicami Indii Zachodnich. Szczególną okazję do promocji widział w Wystawie Światowej Expo '64. Dzięki niemu w Nowym Jorku zagrał wówczas zespół Byron Lee and the Dragonaires, wsparty przez takich topowych wokalistów, jak Prince Buster, Jimmy Cliff, Peter Tosh czy Eric "Monty" Morris. Wystawa w 1964 r. przyniosła Jamajce nie tylko mnóstwo turystów, ale i miała swoje konsekwencje kulturowe. To właśnie w tym roku na brytyjską listę przebojów dostała się piosenka "My Boy Lollipop" Millie Small, była ona pierwszą artystką z Jamajki na listach przebojów w Wielkiej Brytanii! Muzyka ta powoli opanowywała cały świat (poniżej występ Millie w fińskiej telewizji). Wszystko to dało dobry fundament przyszłej karierze Boba Marleya, Jimmy'ego Cliffa i innych artystów popularnych na całym świecie.  



Edward Seaga wspomagał (a nawet inicjował powstanie) większości instytucji budujących świadomość kulturową i tożsamość narodową, rozwijał także sztukę, rzemiosło i dziedzictwo narodowe. Dość wspomnieć chociażby o Jamaica Festival, Devon House czy National Heroes Park.

Na koniec tego historycznego wtrętu, dodać należy, iż Edward Seaga posiada kilka doktoratów honoris causa (m.in. Tampa University i Boston University), otrzymał wiele prestiżowych nagród międzynarodowych i odznaczeń państwowych, jest członkiem Tajnej Rady Jej Królewskiej Wysokości, a także... prezesem drużyny Tivoli Gardens Football Club. A to i tak jeszcze nie wszystko.

Wróćmy jednak do "Reggae Golden Jubilee". Edward Seaga, jak widać, jest odpowiednia osobą do spisania historii jamajskiej muzyki, a także dokonania odpowiedniej selekcji. Na 4 płytach dostajemy naprawdę potężną dawkę muzyki. Mamy tu pełen przekrój przez muzykę popularną Jamajki, od ska, przez rocksteady i reggae, po dancehall. Po prostu 50 lat muzycznej historii tej słonecznej karaibskiej wyspy. Jest to właściwie kompilacja dla wszystkich grup wiekowych, coś dla siebie znajdą tu stare dziady słuchające wczesnego ska, jak i młodzież zachwycająca się dancehallem (i odwrotnie).   

Tej kompilacji, nawet gdyby bardzo się chciało, nie da się przesłuchać za jednym podejściem. I wcale nie chodzi o jej długość (choć całość trwa ponad 5 godzin), ale o to, co można niej usłyszeć. Ja np. dosłownie zawiesiłem się na numerze "Ram Goat Liver" Pluto Shervingtona -  artysty, którego wcześniej znałem tylko z "Trojan Bob Marley Covers Box Set". Swoją drogą warto zainteresować się tą kompilacją (podobnie, jak i innymi sygnowanymi marką Trojan Records), bo utwory Marleya i The Wailers, śpiewają tam takie persony, jak Max Romeo, Delroy Wilson, Horace Andy czy Ken Boothe.



Kolejna "zawieszkę" zaliczyłem przy "Someone Loves You Honey" J.C. Lodge (piosenkę, wcześniej znaną przeze mnie tylko z wersji Lutricii McNeal), a potem jeszcze przy "Pass The Dutchie" Musical Youth, o powszechnie znanych hitach, pokroju "Sweet & Dandy" The Maytals czy "Cherry Oh Baby" Erica Donaldsona, nawet nie wspominam. To właśnie lubię!



Oczywiście na kompilacji mnóstwo jest utworów, które doskonale znam, są i takie, które umieściłbym w swoim prywatnym jamaican top 100 (i to blisko szczytu tej listy), np. "My Boy Lollipop" Millie, "The Tide Is High" The Paragons, "Carry Go Bring Come" Justin Hinds & The Dominoes czy "54-46 Was My Number" The Maytals. Są i piosenki powszechnie (no może to zbyt mocne słowo) znane także przez osoby nie obcujące na co dzień z takową muzyką - ot, chociażby "You Don't Love Me (No, No, No)" Dawn Penn, "Murder She Wrote" Chaka Demus & Pliers czy z tych nowszych "Gimme The Light" Sean Paula i "Welcome To Jamrock" Damiana Marleya.  

Edward Seaga wybrał także utwory artystów, których pierwszy raz usłyszałem właśnie na "Reggae Golden Jubilee". Ba, o niektórych nigdy wcześniej nie słyszałem, chociażby o Lovindeer, Warrior King czy Tyrone Taylor. Cóż poradzić, dancehalle, roots reggae zresztą też, to nie jest to, co kręci mnie w muzyce rodem z Jamajki najbardziej. Zasłużone zespoły/artystów wypada znać, lubić nie trzeba. Czyż nie?

A skoro już jestem przy takich, a nie innych wykonawcach to za najsłabszą uważam ostatnią, czwartą płytę. To właśnie na niej roi się od przedstawicieli współczesnego dancehallu, którego przedstawicielami są Sizzla, Bounty Killer, Buju Banton, Lady Saw czy Mavado. To zdecydowanie nie mój muzyczny klimat. Nie wyobrażam sobie dłuższego słuchania takiej muzyki. Na szczęście obok wymienionych artystów usłyszeć tam można Etanę (recenzję jej epki możecie przeczytać tutaj), Beresa Hammonda, Morgan Heritage i innych.

Pisząc o "Reggae Golden Jubilee" nie można nie wspomnieć o książeczce do niej dołączonej. Na 64 stronach przeczytamy dwa teksty o rozwoju reggae - jeden, z perspektywy brytyjskiej, napisany przez Johna Masouriego, a drugi, z perspektywy amerykańskiej, autorstwa Dermota Husseya. Przedmowę napisał prezes i jeden z założycieli VP Records Christopher Chin, natomiast wprowadzenie Edward Seaga. Jednak najlepsze dopiero przed nami - chodzi oczywiście o opis utworu po utworze, z odpowiednim podziałem. Oprócz tego kto był kim, co było co, teksty zawierają kontekst, dlaczego pewne rzeczy potoczyły się tak, a nie inaczej. Do każdego utworu dołączono też podstawowe informacje o osobach, które go napisały, wyprodukowały, kto go wydał i z jakieś płyty pochodzi. Przydatne. Zapewne można to znaleźć w sieci, ale lepiej mieć wszystko w jednym miejscu. No i nie trzeba niepotrzebnie tracić czasu na googlowanie. Całą książeczka, rzecz jasna, wzbogacona, sporą ilością zdjęć.

Ta kompilacja to wręcz idealny pomysł na prezent, zarówno dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodą z muzyką jamajską, jak i tych słuchających ska, reggae i rocksteady od lat, a nuż - tak, jak ja - usłyszą coś nowego, może jakiegoś artystę, może jakiś nowy stary utwór. Może ponownie "odkryją" coś czego słuchali przed laty.

Mam tylko jedno zastrzeżenie: jak na takiej składance mogło zabraknąć LAURELA AITKENA!? Ktoś mógłby odpowiedzieć, przecież nie pochodził z Jamajki. Wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że na jednej z płyt znalazł się Maxi Priest, który urodził się w Londynie. Jest Maxi Priest, powinien być i "Godfather of ska"! A takich nieobecnych jest więcej, nie ma też Barringtona Levy'ego, Linvala Thompsona, The Tennors czy Steel Pulse. Zdaję sobie sprawę, że gdyby umieścić tam wszystkich zasłużonych to całość nie zamknęłaby się nawet w 20 płytach, ale pomarudzić zawsze mogę. 

Dodatkowym argumentem do zakupienia "Reggae Golden Jubilee: Origins of Jamaican Music (50th Anniversary)" niechaj będzie książeczka dołączona do płyt, prawdziwa encyklopedia wiedzy o zaprezentowanych piosenkach. Warto przeczytać ją więcej niż jeden raz.


Ocena może być tylko jedna: 

sobota, 2 lutego 2013

Podcast + recenzja singla New Kingston

Od wczoraj można słuchać nowego odcinka podcastu RudeMaker.pl.

Tym razem zajmiemy się światkiem przestępczym i jego najsłynniejszymi przedstawicielami. Usłyszycie tu piosenki zarówno o amerykańskim gangsterze okresu prohibicji, znanym jako The Big Fellow, Snorky i Scarface, jak i o Jesse Jamesie. Jest też i Clyde Barrow, wraz ze swoją partnerką Bonnie Parker. Oprócz tego trochę mniej lub bardziej oczywistych odniesień do gangsterskiego świata.



Piosenki nagrane w ciągu ostatnich lat przeplatane są "trzaskami" sprzed lat kilkudziesięciu. Jakie to piosenki i jacy artyści? Tego, jeśli sami nie zgadniecie, dowiecie się w przyszły czwartek. A dzień później kolejny podcast, będzie sporo młodych zespołów z różnych stron świata.



Następny odcinek tematyczny będzie najwcześniej za 2 tygodnie.


Jest coś do posłuchania, więc czas na coś do poczytania.

New Kingston - Your Turn To Cry [2012]




New Kingston to młody zespół, w skład którego wchodzą mieszkający w Brooklynie trzej bracia, synowie reggae'owego muzyka Courtneya LJ Pantona: gitarzysta Stephen (aka SUKI), perkusista Courtney oraz najmłodszy w zespole Tahir (aka SLIM), grający na klawiszach. Cała trójka, oprócz grania na instrumentach, udziela się też wokalnie, aczkolwiek wiodącą rolę odgrywa najstarszy z braci, Stephen. Doświadczenie zdobywali grając jako backing band na koncertach takich artystów, jak Collie Buddz, Gyptian czy Mr. Vegas, jednak ich ojciec, a zarazem menadżer, miał inną wizję kariery swoich synów.

Jak na razie bracia Pantonowie mają na koncie album "In The Streets" wydany w 2010 r. i "The Kingston E.P." z 2011 r. Ostatnią pozycją w ich dyskografii jest singiel "Your Turn To Cry" (lub też, jak to ostatnio napisała mi wytwórnia "Waiting On The World To Change", tak czy siak, chodzi o to samo), zwiastujący płytę pt. "Kingston University" (premiera 5 lutego). W ten sam dzień premierę będzie miał także klip do promującego album singla "Life", wyreżyseruje go Edwin Escobar.


Przejdźmy do singla już wydanego. "Waiting On The World To Change" jest coverem, autorem oryginału jest John Mayer, amerykański artysta pop/blues rockowy. Natomiast "Your Turn To Cry", fragmentami jest dziwnie podobny do piosenki o tym samym tytule śpiewanej przez Bettye LaVette. A może to tytuł zasugerował mi to podobieństwo? Nie wiem.

Cóż można napisać o "Your Turn To Cry / Waiting On The World To Change", wyprodukowanym przez Deana Frasera? Punktem wyjściowym w muzyce New Kingston, także i w opisywanym singlu, jest reggae, co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę doświadczenia Courtneya Pantona seniora. Jest to bardzo słodka muzyka, można by to chyba nazwać "bubblegum reggae". Sam zespół określa swoją muzykę mianem "reggae crossover". Można i tak, wszak oprócz reggae i nowoczesnego popu, mamy tu także r&b, a w innych numerach nawet jazz. Przyznaję, to co grają, łatwo wpada w ucho. Myślę, że spokojnie mogłoby być puszczana w radiach i królować w telewizjach muzycznych. Idealna propozycja na wakacyjne hity. Tylko, czy po dłuższym czasie New Kingston wciąż będzie się kołatać gdzieś po zakamarkach mojej głowy, jak to zdarzało się niejednej piosence? To już inna kwestia. Zobaczymy.

Tak swoją drogą, ciekaw jestem, jak bracia Panton wypadają na koncertach.   

A wam, szanowni czytelnicy i czytelniczki, która wersja bardziej się podoba?



vs.


To na koniec jeszcze trochę muzyki tria:

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Etana - Reggae

Kolejny wpis, kolejna recenzja. Podobnie, jak ostatnio, będzie to recenzja epki, ale tym razem artystki pochodzącej z rejonów odleglejszych niż Hiszpania. Chodzi o ETANĘ


Etana - Reggae [2012]


W listopadzie ubiegłego roku, nakładem wytwórni VP Records, ukazał się – niestety tylko w formacie cyfrowym – singiel Etany zatytułowany "Reggae". Ów singiel był, a właściwie wciąż jest, zapowiedzią trzeciego studyjnego albumu artystki, który do sklepów trafi pod koniec lutego.

Etana (co w języku suahili oznacza "The Strong One") przyszła na świat jako Shauna McKenzie 22 maja 1983 r. w Kingston. Gdy miała 4 lata, jej rodzina wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych. Mimo, że dołączyła tam do dziewczęcej grupy Gift, a ich muzyką zainteresował się Universal Records (niestety, albo i stety, miała inną wizję swej kariery niż wytwórnia), jej droga do światowego sukcesu zaczęła się po powrocie na rodzinną wyspę. Co ciekawe, wróciła by otworzyć na Jamajce kafejkę internetową. Los jednak chciał inaczej. Cóż, nieodwołalna wola bogów, na którą nikt nie ma wpływu.

Najpierw chórki u Richiego Spice'a, potem własny przebojowy singiel "Wrong Address", później "Roots" i poszło jak z płatka – debiutancki album "The Strong One", nominacje do nagród, później kolejna płyta "Free Expressions" i trasa po Europie. 

Na "Reggae", jak przystało na rasową epkę, utworów jest niewiele – tylko 3, ale za to jakie! To niezwykle klimatyczna fuzja reggae, soulu, r&b i popu (w jak najlepszym tego słowa znaczeniu) okraszona charyzmatycznym wokalem. Mimo słodkich dźwięków, nie brak tu - podobnie, jak na płytach długogrających - poważnych tematów. Mamy tu np. piosenkę o miłości, ale raczej z rodzaju tych, które nie są usłane samymi różami.

my new man loves me, he loves to call me wife but I can’t imagine living without you in my life, let’s start over

Do tych poważnych utworów zaliczyć należy także "Better Tomorrow", w którym Etana śpiewa: "nigdy więcej bólu, nigdy więcej głodnych dzieci, nigdy więcej łez, nigdy więcej wojen i podziałów religijnych"Wokalistka nie widzi jednak wszystkiego w czarnych barwach, bowiem "jutro będzie lepiej", nadejdą jaśniejsze dni. Pewnie niejedna organizacja zajmująca się prawami człowieka, a zwłaszcza dzieci, chciałaby mieć ten utwór za swój hymn.

Mimo, że "Better Tomorrow" trwa 7,5 minuty to nie nudzi się nawet przez chwilę. Warstwa instrumentalna, chórki, później także przypominające afrykańskie chóry, głos Etany - wszystko idealnie tu pasuje. 

"Better Tomorrow" to także tytuł nadchodzącego wielkimi krokami trzeciego albumu Etany. Zatrzymajmy się zatem przy nim trochę dłużej. Inspiracja do napisania tekstu był dokument obejrzany przez wokalistkę w telewizji National Geographic. Zobaczyła w nim, jak mały chłopiec przeszukuje wysypisko śmieci z nadzieją znalezienia plastikowych butelek, które mógłby wymienić na jedzenie. Wtedy zaczęła sobie wyobrażać życie bez wody, jedzenia i schronienia.

Jest też i piosenka na temat mniej dołujący, piosenka w której refrenie usłyszymy:

hit me like a drum, play chords and I will strum, sing out and I will come cause reggae you’re the one

Oczywiście nie należy zapominać o niebagatelnej zasłudze producentów. To właśnie Shane C. Brown z Juke Boxx Productions i Stanley “Rellee” Hayden z A-Team Music (współproducent tytułowego numeru) sprawili, że epka brzmi tak świeżo.  

Gdybym musiał poszczególne piosenki ustawić na podium to złoty medal zdobyłoby "Reggae", srebro "4 Play 2 Love (Start Over)”, a brąz "Better Tomorrow", aczkolwiek za kilka dni kolejność mogłaby być zupełnie inna.

Jeśli nie lubisz soulującego popowego reggae przyprawionego subtelnymi dubowymi efektami to ta epka zdecydowanie nie jest dla ciebie. Jeśli jednak masz otwarty umysł i lubisz poznawać nowości - bo osobom, które miały już kontakt z muzyką Etany, nie trzeba jej polecać - to powinieneś posłuchać, a może nawet i kupić "Reggae" (na iTunes, w przeliczeniu, kosztuje niecałe 10 zł). Żal tylko, że płyty z tak smakowitymi kąskami nie można postawić na półce. Cóż, takie czasy, coraz więcej albumów i singli wychodzi tylko w formacie cyfrowym.

Czekam niecierpliwie na - nagraną w Tuff Gong i wyprodukowaną przez Shane’a Browna - trzecią płytę.

Warto wspomnieć, że Etana wystąpiła dwukrotnie w naszym kraju. W 2011 r., wraz z Dub Akom Band, zagrała na wrocławskim One Love Sound Fest. Wówczas w swoim secie, jak można było przeczytać w relacjach kompetentnych osób, zahaczyła o ska i rocksteady. Niestety, nie dane mi było tego zobaczyć/usłyszeć, czego do dzisiaj żałuję. Rok później zagrała w Bielawie, dzień przed rozpoczęciem Regałowiska. Pozostaje czekać na kolejną wizytę w Polsce.

Na koniec trochę innych piosenek Etany:







środa, 23 stycznia 2013

Marcia Griffiths - Marcia Griffiths and friends

W ostatnim wpisie można było przeczytać recenzję "Jamaica Old School", debiutanckiej płyty Gigantes Magneticos z Argentyny. Idąc za ciosem, kolejna recenzja. Tym razem wydana ostatnio kompilacja jamajskiej artystki nazywanej Queen of Reggae. Już nie skinhead reggae, ale... Tego to już dowiecie się z recenzji.

Marcia Griffiths - Marcia Griffiths and friends [2012]


30 października ubiegłego roku wytwórnia VP Records wydała dwupłytową kompilację pt. "Marcia Griffiths and friends", na której znalazło się 38 utworów, w przeważającej większości duetów, Queen of Reggae z artystami reprezentującymi kilka jamajskich (z drobnymi wyjątkami, bo jest też pewien wokalista z Niemiec) pokoleń. Obok takich weteranów, jak Bob Andy (rocznik '44), John Holt ('47), Bunny Rugs ('48), znaleźli się Tony Rebel ('62), Mikey Space ('65), a także Buju Banton ('73), Busy Signal ('79) i Exco Levi ('83). Pełen przekrój zarówno przez metryki, jak i gatunki muzyczne: od dancehallu, przez roots reggae, po lovers rock. A wszystko to połączone osobą Marcii Griffiths. No, jeszcze wspólnym mianownikiem jest Donovan Germain (właściciel Penthouse Records), producent 37 z 38 numerów, ale mniejsza o niego. Gwiazdą jest tu ONA, nawet gdy jest na drugim planie.

Warto wspomnieć o instrumentalistach, bo - jak to często bywa - są oni elementem pomijanym, wszak to wokalista jest najważniejszy, a przynajmniej przeważnie najbardziej widocznym. Na tej kompilacji usłyszeć można takich muzyków, jak Leroy Sibbles, Sly Dunbar, Dean Fraser, Mafia & Fluxy, Paul "Wrongmove" Crossdale, Kirk Bennet i inni. 

Do moich faworytów należą "Dearest" z Sanchezem, "Just You And Me" z Peterem Morganem (głównym wokalem Morgan Heritage), "Sense of Purpose" z Bunny Rugsem, "The True" z Richiem Stephensem i "Ebony Ivory" z Bobem Andym, który jest coverem piosenki wydanej 31 lat temu przez Paula McCartneya i Steviego Wondera. O coverach napiszę jeszcze za chwilę. Nawet piosenki z udziałem person takich, jak Buju Banton (a jest ich aż 5) czy Busy Signal, podobają mi się. I to z każdym przesłuchaniem coraz bardziej. Oczywiście nie mam nic do dancehallowych artystów (ba, czasem nawet wśród tego jamajskiego plastiku zdarzy się coś wartego uwagi), ale jednak wolę dancehall ze składanki "Dancehall '69: 40 Skinhead Reggae Rarities".

Wracając do coverów, przywołane "Ebony & Ivory" McCartneya i Wondera, w 2007 r. zostało uznane przez słuchaczy radia BBC 6 Music za najgorszy duet w historii. Wersji z opisywanej płyta raczej to nie grozi. Na "Marcia Griffiths and friends" znajduje się więcej piosenek, które już gdzieś się wcześniej słyszało (rzecz jasna, pomijam tu nowe wersje jamajskich utworów, bo w tym przypadku czasem ciężko się połapać kto był pierwszy, a kto tylko się czymś "inspirował"), chociażby "I Knew You Were Waiting" Arethy Franklin i George'a Michaela czy "Nothing's Gonna Stop Us Now" napisane przez Alberta Hammonda i Diane Warren, a zaśpiewane przez zespół Starship. W obu przypadkach chyba jednak Marcia z gośćmi lepiej sobie radzi, aczkolwiek popowe utwory z lat 80. mają swój urok (o ile nie słyszy się ich zbyt często). 

Na płycie znalazły się też interpretacje klasycznych już riddimów, dość wspomnieć o riddimie Swing Easy (na którym nagrano "Childish Games"), Nanny Goat ("Check Out") czy Marleyowskim Forever Loving Jah.

Na obu płytach są piosenki z różnych okresów, oprócz tych z lat 90., są też nowe nagrania, wcześniej niepublikowane. Przydałoby się jednak więcej z młodości Marcii. Zastanawiam się, czy skoro już wydawca podjął się zadania zebrania utworów Marcii z innymi artystami (tudzież innych artystów z Marcią), mógłby pójść na całość i pokusić się o kompilację, na której znalazłyby się wszystkie – bo na rzeczonej kompilacji brakuje chociażby "Real Man" z Cocoa Tea, "You and I" z Jimmy Riley'em czy "Harmony" z Shaggym lub – z artystami, którzy są na płycie – przykładowo "Why Me Lord" z Freddiem McGregorem czy Bobem Andym (tylko jeden utwór to delikatnie mówiąc niedopatrzenie). Oczywiście brak takich nagrań nie rzutuje na tej płycie, o nie! Ot, takie moje małe "marzenie". 

Jeśli jesteś fanem Królowej Reggae to bezsprzecznie pokochasz tę kompilację. Jeśli nie zaliczasz się do jej fanów, za to po prostu lubisz reggae (jak to było? I Don't Like Reggae. I Love It!) to i tak jak najszybciej powinieneś zainteresować się Marcią i jej przyjaciółmi. Na pewno przypadnie ci do gustu. 

I pomyśleć, że jeszcze stosunkowo niedawno twórczość Marcii Griffiths kojarzyłem li tylko z działalności w duecie Bob and Marcia . "Pied Piper" czy "Young, Gifted and Black", notabene utwór, który wiele lat temu usłyszałem na swojej pierwszej reggae'owej składance, to już utwory nieśmiertelne. Czy któryś z płyty "Marcia Griffiths and friends" także do takowych będzie się zaliczał, to już musicie ocenić sami. 

Końcowa ocena: 

Recenzja pierwotnie ukazała się na RudeMaker.pl.


A już na sam koniec, na smak, coś z rzeczonej płyty - remiks "Love Is A Treasure", utworu w którym Marcii Griffiths towarzyszy Exco Levi. Fragmentów wszystkich piosenek można posłuchać na stronie wydawcy.